wtorek, 14 czerwca 2011

Kaszuby 10/11-06-2011

Jeden z naszych przypadkowych wyjazdów od Agnieszki z pracy. Jak się potem okaże jeden z niewielu w tym roku z powodów finansowych.
Jak już wspomniałem był to wyjazd służbowy, więc w pierwszej kolejności popełniliśmy obowiązki Agnieszki. Kolejnym punktem programu był obowiązkowy spacer po plaży w Brzeźnie
i obiadek w jednej nadmorskich knajpek Aga wsunęła wędzonego pstrąga na ciepło co było pyszne, ja natomiast zjadłem coś czego nie warto pamiętać. . Do hotelu dotarliśmy późnym wieczorem. Ponieważ to jeszcze nie sezon, wszystkie knajpki w okolicy są pozamykane o tej porze. Nie pozostaje nam nic innego jak ugotować coś we własnym zakresie. Ponieważ wieje jak diabli robimy to w pokoju hotelowym, łamiąc przy tym chyba wszystkie jego regulaminy. Następnego dnia po małych zakupach w Decu, ruszamy już całkiem rekreacyjne na Kaszuby z zamiarem spędzenia nocy pod namiotem. Pogoda się poprawiła, więc i humory dopisują., tym bardziej że to służbowe auto :). Punkt pierwszy, jedziemy do Kaszubskiego Parku Etnograficznego we Wdzydzach Kiszewskich. Ciekawe miejsce. Spacerując powoli 2km. trasą poznajemy jak na przestrzeni 2-3 wieków zmieniały się warunki mieszkańców wsi kaszubskiej. Począwszy od domów do złudzenia przypominających górskie szałasy pasterskie po drewniane dworki.

Punkt drugi, jedziemy coś zjeść do Kościerzyny, doświadczenie jest ciekawe. Zamawiamy pizzę, dostajemy.....do tej pory nie wiem co to było.
Punkt trzeci, szukamy miejsca na nocleg, po kolei odrzucamy różnego rodzaju pola kempingowe. Najgorsze jakie według nas znaleźliśmy to Cam[ping Półwysep Lipa. Być może innym ono by odpowiadało, nam niestety nie. Gwar, hałas itp. Jest to istny turystyczny moloch, jeśli więc szanowny czytelniku szukałbyś cichego zakątka omijaj to miejsce szerokim łukiem. Jeśli natomiast szukasz imprezowni to to jest właściwe miejsce. W końcu znajdujemy ciekawa i cichą miejscówkę nad Jez. Radolne.
Nie jest to pole namiotowe ani kemping. Nad samym jeziorem jest kawałek płaskiego terenu. Rozbijamy namiot, robimy ognicho. Zaczyna nieprzyjemnie wiać z zachodu, to jednocześnie plus i minus tego miejsca.. Oddaje swój śpiwór Agnieszce, a sam idę w komara w letnim worku. W nocy nie jest najgorzej. Nasza Sierra chroni całkiem nieźle.
Nocka mija spokojnie, ranek jest jednak chłodny, wbijam się w kalesony. Czas na przemyślenia, skoro Adze, podoba się biwakowanie, to czas pomyśleć o zakupie sprzętu.. biwakowo - outdoorowego.
Niema co siedzieć jest zimno i zbierają się chmury, ruszamy w drogę powrotną. Po drodze zakupujemy jeszcze wędzone rybki i psiakrew wyszło słońce i robi się fajnie. My jednak nie mamy już ochoty na szukanie kolejnej miejscówki na kąpiel czy biwak. Szkoda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz