niedziela, 2 grudnia 2012


Rowery jesienią II (Błonie, Wola Wągrodzka)

Przytulisko dla zwierząt Wola Wągrodzka

Zdjęcia z naszej wycieczki do przytuliska w Woli Wągrodzkiej.

               Przytulisko

 Aga oczywiscie chciała przygarnąć tego małego nieszczęśnikaJ  Pomysł był w sumie niezły, niestety razem z zaapadjącym zmrokiem nadszedł mróz.. .jak sie okazało byliśmy bardzo dobrze przygotowani do tej wycieczki w dwoma wyjatkami.. Nie wzieliśmy nic ciepłego do picia i potwornie zmarzły nam stopy

niedziela, 25 listopada 2012

Rowery Jesienią





2012‎ > ‎

Rowery jesienią

25-11-2012 niedziela.







Żółty szlak rowerowy Rzeki JeziorkiFolwark w KośminieCzas płynie spokojnie i leniwie, a my dajemy się jemu unosić. ......Dość. Agnieszka decyduje, jedziemy na rowerach do naszych znajomych w sąsiednim powiecie. Szybka decyzja, szybki wyjazd. Aga ubiera się jak teletubiś, mam obawy że będzie jej za gorąco, ja tylko polarek 100 i Lahore. Okazuje się że o ile w puchówce jest jej bardzo ciepło, to po uszach wieje. Ale od czego jest szalik z wełny, sposobem podpatrzonym u zespołu Jarzębiny (przebój Euro spoko) zawija ja na głowie. Cóż każdy sposób dobry aby zlać się z tłumem tubylców, tylko ten rower........zwraca uwagę rdzennej ludności i pada pytanie czy nowy :). Więc nici z podróży incognito. Początkowo jedziemy nowo wyznaczonym żółtym szlakiem, który prowadzi przez naszą wieś wzdłuż całej Doliny rzeki Jeziorki. Jesteśmy mile zaskoczeni, oznakowaniem i nowymi wiatami ze stojakami na rowery. Swoja drogą ciekawe jak długo postoją, czy będą służyć turystom, pieszym, rowerowym i zmotoryzowanym czy miejscowym menelom? Mamy nadzieje że nie tym ostatnim. Od spotkanej po drodze Pani dowiadujemy się o kłopotach z miejscowym burmistrzem oraz bezwładnością decyzyjna miejscowej ludności., jako ciekawostkę słyszymy że miejscowy deweloper stara się odbudować ruiny zabytkowe zabudowania w Rowery jesieniąKośminie. Podobno na przeszkodzie stoją mieszkańcy ruin. Po przekroczeniu drogi 722, opuszczamy szlak i skręcamy w kierunku stawów w Kośminie. Mijane po drodze ruiny starego folwarku., faktycznie widać zmiany, jest nowe ogrodzenie i nowa więźba na jednym z budynków. Odwiedzimy to miejsce za rok, zobaczymy co się zmieniło. Nasza trasa prowadzi teraz po groblach stawów, kierujemy sie w kierunku Dużego Dołu, mając nadzieję że w ten sposób zaoszczędzimy sporo drogi. . . . . .  i udaje nam się, po pokonaniu niewielkiej przeszkody jaka jest niewielki strumyk, dostajemy się na Nieużywane tory kolejki wąskotorowej. Jadąc ok. 300m po podkładach kolejowych wydostajemy się na  szosę łączącą Lesznowolę z trasa E7. Do celu mamy ok 1 km..



czwartek, 8 listopada 2012

Fjord Nansen Sierra III

 Fjord Nansen Sierra III.



Fjord Nansen Sierra III to przestronny namiot wyprawowy dla 2 lub 3 osób – z pewnością nie zawiedzie Cię na żadnej wyprawie rowerowej, górskiej czy kajakowej.


Waga 4,40kg., w sam raz na F&L. :)
Namiot kupiłem w lecie 2009 z przeznaczeniem do wszelakich zastosowań. (wcześniej miałem Mikrusa z Legionowa  Od tamtej pory służy mi w górach, na spływach, rybach i grzybach. Do tej pory uważam go za całkiem fajną konstrukcję i jeden z lepszych produktów z tej półki cenowej. Tym bardziej że jego tuning obecnie nie jest kosztowny, a dzięki wymianie masztów i szpilek na Alu, można sporo zejść z wagi. Aktualna waga to 2940g . (Waga kuchenna).
Nie jest to konstrukcja bez wad, jednak według mnie zalet jest więcej, a wady to raczej niedogodności.
Więc od początku, priorytetami przy zakupie namiotu dla mnie było:
1.Nie rzucający się w oczy kolor, Ilość zajmowanego miejsca na biwaku
2.Wysokość (nie za duża i nie za mała),miejsce w środku
3. Możliwość rozbijania w zlewie.
Szukałem namiociku który będę mógł po cichu rozbić nie do końca legalnie i prawie pod nosem strażników itp. Sierra III zdecydowanie spełnia je wszystkie.
Uzasadnienie.
Ad1. Namiocik z reguły rozbijałem w cieni drzew lub zarośli na niewielkich spłachetkach ziemi. Kilkakrotnie w ciągu dnia w odległości poniżej 10m przepływali koło mnie strażnicy i kłusownicy, nigdy mnie (namiotu) zauważyli .
Dzięki rozwiązaniu z dwoma wejściami można swobodnie usiąść w centralnej (najwyższej) części namiotu, nie przesuwając współmieszkańca i mamy przy tym całkowita swobodę ruchu po bokach bez obawy dotknięcia tropiku. Ponieważ od początku zdawałem sobie sprawę z mikroskopijnych przedsionków mniejszych niż "baba vel absyda" we wspomnianym Mikrusie zdecydowałem się na wersje 3-osobową. To był strzał w dziesiątkę. Dla 2 osób z bagażem jest wystarczający. Rozwiązanie z dwoma niezależnymi wejściami doskonale sprawdza się przy sensacjach żołądkowych.
Pomimo niewielkich wymiarów zewnętrznych oferuje całkiem sporo miejsca w sypialni.
Namiot przeżył kilkanaście wiosennych i letnich burz nad wodą i w górach. Tylko raz woda dostała mi się do sypialni, ale tylko dlatego że namiot stał na trasie potoku i woda prawdopodobnie przelała mi się przez burtę podłogi. Do tej pory w sumie spędziłem w nim ponad 100 nocek i oprócz silnego blaknięcia materiału tropiku oraz lekkiego naderwania kilku odciągów (z mojej winy) nie widzę w nim żadnych niedociągnięć jakościowych.
Przedsionki w Sierze to fikcja, pozwalają jedynie na ustawienie butów + prawie pusty plecak na boku do 80l. Przy czym należy spiąć razem pasy biodrowe aby nie dotykały tropiku. Gotowanie w nich jest niemożliwe. Podobnie jest w wchodzeniem w czasie deszczu, trzeba to robić szybki i sprawnie lub się wczołgiwać, tak aby jak najmniej wody dostało się do sypialni. Przyczyna tego stanu rzeczy jest nachylenie tropiku pod katem ok. 30stopni oraz fakt że górna część suwaka znajduje się nad ścianką sypialni.
Reasumując Sierra III to namiot raczej dla osób traktujących go jako schronienie tymczasowe przed złymi warunkami atmosferycznymi. Kompletnie nie sprawdzi się jako namiot kempingowy.

Zalety:
Maskująca zieleń
Mały po spakowaniu i rozłożeniu.
Wytrzymały na nawałnice
"Suche rozkładanie"

Do poprawienia
Kolorowe odciągi

Wady:
Przedsionki to fikcja
Dość szybko płowieje.

P.S.
Dziś wyczytałem jak w prosty sposób mogę zwiększyć powierzchnie przedsionka. Wystarczy częściowo odpiąć sypialnię.

środa, 11 lipca 2012

Buff NGT Edition

Doskonały Buff, multi - funkcjonalny produkt. Na wiosnę, lato i jesień.. Sprawdził się jako: na szlaku jako bandana czy czapka na rowerze. Dzięki swojej kolorystyce wyblakłego dolara nie nagrzewa się od słońca przez co doskonale przed nim chroni, jednocześnie doskonale odprowadza pot. Zapewnia komfort cieplny podczas wysiłku w zakresie temperatur 5-20C, powyżej tej temperatury preferuję Buff UV Protection . (Ocena 4/5) Niestety kiepska jakość

sobota, 23 czerwca 2012

Tatry 23/24-06-2012

Tatry  

Dzień 1

Dolina Roztoki i Morskie Oko


Czerwcowy wypad w Tatry wyszedł nam niejako przy okazji. Ponieważ na piątek miałem zaplanowaną instalację w okolicach Krakowa, postanowiliśmy połączyć przyjemne z pożytecznym.
Z domu wyjechaliśmy o 4 rano i po 3h byliśmy na miejscu. To był hardcor, nie dość że pobudka o barbarzyńskiej porze, przejazd ok 300km to jeszcze praca przez 11 godzin.
Potem jeszcze tylko żabi sus do Małe Ciche i...spać. rano wstałem jak z krzyża zdjęty. Postanawiamy zaatakować Krzyżne od strony Doliny Pięciu Stawów polskich.
Dolina Roztoki
          Sam nie wiem co chciałem ;/

Początek jest całkiem fajny od Palenicy lecimy jak na skrzydłach, Aga jest wypoczęta ja tez dostałem rajze fiber. Droga upływa "miło" wśród tłumu turystów.
Pewien czas idziemy razem z parą łazików z Wrocławia. Rozstajemy się przy czarnym szlaku. Ponieważ Siklawę Agnieszka już widziała ruszamy czarnym szlakiem do Schroniska w Pięciu Stawach.
Nad Krzyżnem coraz ciemniej, może być nieciekawie. Po kilkunastu ostrych trawersach stoków Niżnej Kopy docieramy na miejsce. Tutaj jak zwykle tłum niedzielnych turystów, lansjerów i outdoorowców.
Popełniam pierwszy błąd (a może nie) tego dnia i zżeram 3 kanapki plus 2 i pół legendarnej szarlotki. Ze względu na kłębiące się czarne chmury nad Wołoszynem rezygnujemy z przejścia do Murowańca i po ok 40 minutach ruszamy na rekonesans w kierunku Wyżniego Zagonu.
Poprzedni dzień plus moje obżarstwo daje o sobie znać, zaczynam przysypiać na stojąco. Nic Z tego zawracamy, robiąc po drodze kolejny odpoczynek na trawce nad Wielkim Stawem Polskim.
Rozmawiamy co robimy wracamy Doliną Roztoki i jedziemy do term czy idziemy do "tatrzańskiej mekki" czyli Morskiego Oka. Decydujemy się "Deptak". Z mozołem pokonujemy zbocza Świstowej Czuby i Kępy.
Zmęczenie rekompensują nam widoki na pasmo Wołoszyna, Kozi Wierch i  Dolinę Roztoki i Pięciu Stawów Polskich ( a może 6-ciu?) Zaczyna być nieciekawie Agnieszka narzeka na obtarcia nóg w swoich Alpinusach i jest coraz bardziej zmęczona,.
Niestety nie mamy wyjścia jesteśmy po środku drogi. Nie tylko u Agi widać nie najlepsza formę, mijamy całe wyczerpane grupy  nie wiem czy to dobrze. Na pewno świadczy to o braku przygotowania do dłuższych wędrówek.
W jednej z takich grup jest gość narzekający na kolana,, a czeka go mozolne zejście do Moka, pożyczam mu kijki. Potem troszkę tego żałuję, ale nic to. Na dole po wyjściu na szosę ciekawa atrakcja, poniżej na małym oczkiem wodnym wypoczywa rodzina jeleni z małymi.
Wydają się być wcale nie zdenerwowane obecnością wielu ludzi. Jeszcze krótki spacerek i siadamy pod SchMokiem, no... tutaj to już jest dziki tłum, dzieci płaczą, Słowacy się drą itd. Pomimo hałasu Aga zasypia na stole :).
Niema czasu na drzemkę, poza tym jak się "zastoi" to będzie jeszcze gorzej. Zamieniam sie w poganiacza wielbłądów i ruszamy w drogę powrotną. Jakieś cholerne fatum z przed nosa ucieka nam ostatnia dorożka, a już byłem gotów się złamać i zafundować Adze komfortowy powrót do Palenicy.
Czeka nas więc 3 godzinny marsz szosą. Jak to na szlaku bywa przez jakiś czas towarzyszy nam sympatyczny Radomianin który zguibił żonę z jakąś zakonnicą w dolinie Roztoki.

Dzień II

Kasprowy i Hala Kondratowa

Ticha Dolina
No...pogoda na plus, słoneczko świeci, ptaszki świergolą, lecimy do Kuźnic. Target na dziś, lajtowy spacerek z Kasprowego przez Goryczkowe i schronisko na Hali Kondratowej. Na miejscu okazałao się że kolejka do PLK na kasprowy Wierch jest ogromna, a na dokładkę dzięki staraniom zarządu TPN o połowę obniżona przepustowość kolejki.
Cóż nie potrafiłem się oprzeć propozycji koników i kupiłem miejscówkę w kolejce. Troszkę mi wstyd za to co zrobiłem, ale nie żałuję. Na górze jak to na górze kupa luda, w restauracji stacji robią ze wszystkiego łachę.
Suche Czuby
Polska rzeczywistość.
Zjadamy mały całkiem smaczny posiłek i ruszamy dalej. Widoki zapieraja dech. Powoli ruszamy na zachód wzdłuż dawnej granicy Polsko - Słowackiej. Szlak nie przedstawia większych trudności , może z wyjatkiem dwóch zejść po ok. 3-4 metrowych skałkach. Po ok. 2h (czyli spacer) docieramy na Przeł Pod Kondracką Kopą.
Czas nas goni więc nie szalejemy i schodzimy na Halę kondracką, a stamtąd niebieskim szlakiem wracamy do Kuźnic.

Czas na podsumowanie.

Koszty Konieczne
1.  Paliwo (ok.) 60 zł
2. Kwatera 0 zł
3. Parking w Palenicy 20 (dzień)
4. Parking Kuźnice 13,50 (2zł/h)
5. Bilety do TPN 1 x 8 zł (4 zł/os.)
6, Koniki 2 x 20 zł = 40
7, Bilety na Kasprowy 2 x 39 = 78
RAZEM 219 zł

Koszty niekonieczne :)
8. Kolacja (podła) w Karczmie przy rondzie w Bukowinie T. 80 zł
9. Żarełko na Kasprowym 45 zł
RAZEM 125 zł

Koszty które i tak byśmy ponieśli. (lub większe)
10. Zakupy w sklepie 38 zł
RAZEM  38 zł

niedziela, 27 maja 2012

Tatry Maj 2012



Dzień 1
Cały kwiecień byliśmy napaleni na maj jako miesiąc wypraw, które miała rozpocząć długo-weekendowa wyprawa w góry. Niestety klienci nie pozwoli nam na wyjazd. co nie było takie złe. Dzięki temu podgoniliśmy troszkę pracy koło domu.
Dzień wyjazdy nadszedł w piątek 18-05-2012 o godzinie 3 rano. Ponieważ jak zwykle nie mieliśmy z kim zostawić naszego futrzaka zapadła decyzja, zawozimy Erin do mojej mamy na wieś. Wiązało się z niewielkim nadłożeniem drogi  i trasą przez Końskie i rozkopane Kielce. Tydzień był zimny i z niepokojem obserwowaliśmy podczas jazdy termometr czy faktycznie idzie zapowiadane ocieplenie. Co kilkanaście kilometrów temperatura wahała się pomiędzy +2 a -3, a w radio podali że w tatrach spadł śnieg. Na Mazowszu jechaliśmy jakby przez kraj ogarnięty wojną, co chwila widzieliśmy kłęby czarnego dymu.. To sadownicy palili opony w sadach aby uchronić kwiaty i zawiązki przed przymrozkiem.
Nadłożenie drogi nie okazało się takie złe, wcześnie rano nasze drogi wojewódzkie są jak wymarłe. Dzięki temu jedzie się bez zbędnego stresu..

Na miejsce do Małego Cichego docieramy ok. godz. 10 witani pięknym niebieskim niebem i ośnieżonymi Tatrami.
Nasza kwatera to nowo postawiony dom z widokiem z okna jak we wczesnych windowsach z widgetem w postaci cmentarza.. Za nimi na tle nieba górują Tatry Wysokie.
Szybkie przepakowanie i lecimy w góry.
Cel: Równia waksmundzka, Gęsia Szyja, Rusinowa Polana.
Rusinowa Polana.
Wysiadamy z busa na Cyrhli i po przejściu kilkudziesięciu metrów skręcamy w lewo na czerwony szlak. Prawie od razu pojawia się leżący mokry śnieg, który w coraz większych ilościach będzie nam towarzyszył do samego szczytu.

Marsz po Równi Waksmundzkiej to prawdziwy koszmar piechura i test dla butów. Alpinusy Agnieszki nie wytrzymały nawet godziny. Woda chlupie jej w butach. Moje nowe Scarpy przemakają na palcach (chyba). Po drodze mijamy kilku turystów wracających z Gęsiej. Informują nas że takie błotko będzie nam towarzyszyć do stoków.. Marsz jest męczący, a przez panujące warunki znacznie się wydłuża. Niestety po drodze niema gdzie odpocząć ławeczki w wodzie lub mokrym śniegu, ławeczki nawet jeśli są to ich nie widać. Po prawej mijamy Małą Koszystą, zaczyna być łatwiej śnieg jest zbity i nie płynie jak w dolinach. 
Po ok. 3 godzinach dochodzimy do naszego pierwszego celu jakim jest gęsia szyja. W końcu, pod samym szczytem znajdujemy suche miejsce na odpoczynek. Agnieszka atakuje kanapki, ja z aparatem widoki.

Dla tych widoków Warto było ! ! ! ! .
Gęsia Szyja
Mały fajrant i decyzja, schodzimy na rusinową. Opowiadam Adze jak tu było 23 lata temu kiedy jeszcze jako mały harcerz zjechałem z cała nasza drużyna na własnym zadku z połowy stoku.
Teraz to luksus, nawet schody są. Na dole pusto, raptem dwóch TOPR-owców, Samotny Pan i Pani z dzieckiem. Dłuższy odpoczynek połączony z badanie naszych stóp. Miało być lajtowo, szczególnie dla mojej Agi, a wyszedł hardcor.
Nie wygląda to ciekawie, Aga ma całkiem przemoczone buty i na dokładkę, nie założyła długiej skarpety. Skutek jest taki że ma obtarte obwarzanki (precle -dla krakusów) wokół
Wiktorówki
kostek. U mnie za to wsio ok. to nie buty mi przemakały tylko palce marzły. Po 30 minutowym odpoczynku ruszamy w kierunku naszej kwatery. Po powrocie okazuje sie że mamy sąsiadów. W przelocie poznajemy naszych gospodarzy, którzy do końca pobytu pozostaną dla nas niewidoczni. Dzięki ich uprzejmości buty Agnieszki lądują w kotłowni. Ok. 21:30 padam jak pies Pluto,
Dzień 2
Wstajemy ok 6 rano. Sądziłem że z naszą formą będzie gorzej. Więc dzień zaczyna sie pozytywnie. Przy śniadaniu zastanawiamy się gdzie się wybrać. Ponieważ Aga zna tatry tylko pod postacią Dol. Chochołowskiej, Białki i Zakopanego. Wymyślenie wycieczki spada na mnie. Wpadam na pomysł kolejnej lajtowej wycieczki.
Wyruszamy samochodem do Zakopca po okulary przeciwsłoneczne dla Agi. Wypijamy Kawę na Krupówkach i ruszamy do Palenicy a stamtąd naszym celem są: Wodogrzmoty Mickiewicza, Dolina Roztoki, Wielka Siklawa, Dolina Pięciu Stawów Polskich.
Dolina Roztoki 
Wszystko zapowiada się pięknie, słoneczko praży, parking jest prawie pełen., na szosie do Moka, trochę spacerowiczów, kilka paniuś i kilku wyraźnie wczorajszych młodzieńców. Jest ok godz. 11 spokojnym krokiem ruszamy szosa w kierunku Wodogrzmotów Mickiewicza i Doliny Roztoki.. Po raz pierwszy idę z kijkami, na początku mnie wkurzają. kilka razy robię "pajacyka" w myśli zasady lewa noga, prawy kijek. Wzbudzam tym uśmiechy mijających nas osób Po pól godzinie łapię rytm. Faktycznie jest łatwiej. 
Wielka Siklawa
Do pewnego momentu jest to prawdziwie lajtowy spacer, jak sie jednak okazuje z górami niema żartów. Mniej więcej w połowie doliny pojawia się śnieg,, a od Buczynowej Siklawy jest go naprawdę bardzo dużo.Po drodze mijamy różnie wyekwipowanych turystów. Począwszy od osób wyraźnie nie mających pojęcia o górach i bezpieczeństwie, ubranych w krótkie spodenki i ...o zgrozo pepegi, przez takich jak my w butach do turystyki górskiej i kijkami, po wędrowców w stuptutach, z czekanami.. Bardzo szybko okazała się że ci ostatni wiedza co robią. Droga jest coraz trudniejsza i męcząca. We znaki daje nam się wczorajszy dzień. Szlak jest dość mocno wyślizgany. Niebezpieczeństwo potęgują jeszcze niedzielni turyści w adidasach i idący w zwartej grupie. Puszczamy kilka takich idących w przeciwnym kierunku grup. Pomimo tego że jesteśmy wyposażeni w porządne buty i kijki, które zapewniają większą stabilność decydujemy się zawrócić z pod Wielkiej Siklawy. Co ciekawe Aga śmiga w samym polarku Forclaz 50 nie narzeka na zimno, a jest ok 8c. Ciekae co jest tego przyczyna :), emocje, zmęczenie? Nawet na postojach nic nie mówi o założeniu soft shella. Dziwne. A jeszcze wczoraj w pełnym słońcu wskoczyła w sweter puchowy. Wracamy w nie najlepszych nastrojach, nie osiągneliśmy celu a Aga ma znowu mokre buty.


Ponieważ jest 18:30 od razu na poprawę humoru zamiast na kwaterkę jedziemy do "Dobra Kasza Nasza". Kolacja bardzo dobra, polecamy.
Po powrocie na kwaterkę, zostajemy zaproszeni przez naszych sąsiadów. Dowiadujemy się że należą do klubu PTTK, Co ciekawe dzisiaj byli na Kopieńcu Wielkim i .......opisywali nam piękne łąki i kwiaty, podczas gdy my dzień wcześniej w tej samej okolicy i na tej samej wysokości brodziliśmy w śniegu.. Jest 23 czas spać.
Dzień 3
Wstajemy ok 7 rano. Poprzedniego dnia nie zrobiliśmy zakupów, decydujemy sie na śniadanie w Zakopcu. Ponieważ o godz. 9 otwarty jest tylko "Mini Szałas" siadamy i zamawiamy dwa zestawy śniadaniowe. Mniejsza o to jakie. Obydwa prawie niejadalne, ale nie mamy wyjścia. Posileni fizycznie, ale nie usatysfakcjonowani kulinarnie ruszamy w kierunku kuźnic. Parkujemy przy rondzie i ignorując nagabywania kierowców busów (3zł/0s.) spacerkiem ruszamy do właściwych Kuźnic a stamtąd żółtym szlakiem Doliną Jaworzynki przez przęł.

Między Kopami na Halę Gąsienicową.. Wycieczka zapowiada się na spacer i tak faktycznie jest przez cała drogę towarzyszy nam słońce i bezchmurne niebo. Po drodze spotykamy kilka osób schodzących z góry. W krótkiej wymianie zdań od napotkanych dziewczyn dowidujemy się że za przełacza zaczyna się zabłocony szlak. Szczerze piszą mając na uwadze nasze doświadczenia z poprzednich dni, dalsza drogę widzimy w niezbyt różowych barwach. Teraz tylko kilka ostrych podejść przerywanych trawersami stoków Małej Kopy Królowej. Rozciąga się stąd piękna panorama na Beskid Żywiecki z królującą Babia Górą i Giewont. W dole jak na dłoni Dolina Jaworzynki.
Po ok. 2,5h docieramy na Przełęcz Między kopami (.1499m.np.m.) Tutaj krzyżują się szlaki. Ponieważ Agnieszka jest już zmęczona trzema dość intensywnym dniami proszę ja aby podjęła decyzję. Schodzimy niebieski przez Boczań do kuźnic czy idziemy dalej, do Murowańca, a potem być może na Czarny Staw Gąsienicowy. Aga jest twarda, dopóki jest sucho idziemy dalej. Z przełęczy przez szlak jest bardzo łatwy, tp prawie spacerniak jak w Dol. Chochołowskiej. Po 15minutach jesteśmy na Królowej Równi otwiera się przed nami całkiem nowa panorama. Roztacza się stąd widok na Tatry Wysokie, Grań orlej Perci z wyraźnie zarysowanymi szczytami Kościelca, Koziego Wierchu, Granatów i Żółtą Turnię.. Po kolejnych 30 minutach mijamy Centralny Ośrodek Szkolenia polskiego Związku Alpinizmu BETLEJEMKA i pok kilku minutach docieramy do Murowańca. Mam ochotę ruszyć jeszcze na Czarny Staw Gąsienicowy, lecz Aga ma dość. Rozumiem to doskonale. Otarte nogi, wilgotne buty, siedzaca praca i od razu taki wysiłek. Prawdopodobnie sam bym się wcześniej poddał. Zwracam jej tylko uwagę że tracimy najciekawszy element wycieczki i żeby następnym razem powiedziała mi od razu że nie czuję się na siłach.  Są inne atrakcje które nie wymagają takiego wysiłku. Zjadamy obiad (przystępna cena) i kupujemy napoje w cenie astronomicznej.
Powrót jest łatwy, decydujemy się niebieski szlak do kuźnic. Jednocześnie bardzo się cieszymy że szliśmy nim w kierunku przeciwnym. Oprócz Skupniowego Upłazu szlak jest w strefie regla, bez żadnych widoków. Jedynym widokiem jest szeroka ścieżka z głazów na których łatwo skręcić nogę, ponadto niema na niej prawie odcinków poziomych. Jednym słowem monotonia.
Ok. 16 docieramy do kuźnic. Pochłaniam kiełbskę i poprawiam lodami., Aga wypija Kawę. Już bez żadnych ceregieli pakujemy się do busika i wracamy do samochodu.
Droga powrotna trwa ok 6h, Na 7-ce prawdziwa walka z szaleńcami w swoich wspaniałych maszynach. Na szczęście w Jędrzejowie skręcam z 7 w drogę wojewódzka i pozostałe 250km pokonuję prawie sam na drodze.

Czas na podsumowanie.

Koszty Konieczne
1.  Paliwo (ok.) 300 zł
2. Kwatera 100 zł (25zł osobo-doba)
3. Parking w Zakopanem 3 x 2,50 (godzina)
4. Parking w Palenicy 20 (dzień)
13. Parking Kuźnice 13,50 (2zł/h)
10. Bilety do TPN 3 x 8 zł (4 zł/os.)
11. Bus. 4 x 3 zł. (3zł bilet)
RAZEM 477 zł

Koszty niekonieczne :)
7. Kawka na Krupówkach 14 zł
8. Obiad w "Dobra Kasza Nasza" 64 zł
9. lody 3 zł (dobrej kaszy Naszej-pycha)
14. Kiełbaska +kawa + lody  w Kuźnicach 19 zł
Obiad w Murowańcu +  napoje 37 zł
RAZEM 137 zł

Koszty które i tak byśmy ponieśli. (lub większe)
6. Zakupy w sklepie 34 zł
12. Śniadanie 18 zł
RAZEM  52 zł

























Galeria

środa, 2 maja 2012

Alpinu Sherpa GTX Lady

Kupione w Szklarskiej Porębie po długich i bezskutecznych targach z Agnieszką, przekonał ja dopiero powrót ze Śnieżnych Kotłów po potoku. Jej adidaski calkowicie przemiękły.
Tanie buty (ok 260 PLN) ze średnio twardą podeszwą Vibram, Dopóki było sucho lub padał lekki deszcz sprawowały sie doskonale. Co prawda Aga troszkę narzekała że jest jej ciepło w temperaturze ok 20c, ale w gore każdemu w tej sytuacji będzie ciepło. W późniejszym okresie całkowicie zawiodły zawiodły. Brały wodę jak gąbka pomimo impregnacji Nikwaxem. Ponadto jak są wilgotne zaczynają bardzo walić smrodem. Jakiekolwiek suszenie w pomieszczeniu w którym przebywają ludzie powoduje odruch wymiotny tylko na zewnątrz lub osobnym pomieszczeniu.  Niewarte swojej ceny. Jakiekolwiek Quechuy będą lepsze od tych butów.
Ocena 0,5/5 (powyżej zera dlatego że nie spadają z nóg)

piątek, 27 kwietnia 2012

Leatherman Charge TTI

"Kozik" ten posiadam od sierpnia 2009 i praktycznie nigdy sie z nim nie rozstaję. Zawsze jest w kaburze przypiętej do paska. Może dlatego ta recenzja będzie dla niektórych niekompletna. Trudno pisać np. o własnej ręce i jej wadach i zaletach. :). Po prostu jest i nigdy nie zawodzi.

Całość wykonana jest z Tytanu (Stelaż/obudowa), ostrze gładkie ze stopu CPM S30V bardzo odpornego na stępienie pozostałe elementy wykonano z wysokogatunkowej stali.
Toola używam najczęściej w pracy do zarabiania przewodów i.....wycinania otworów w tynkach wewnętrznych i zewnętrznych.

Jego wytrzymałość jest zadziwiająca przez te kilka lat przeżył już upadek z drugiego piętra na beton, oraz kilka pomniejszych upadków. Po tych zdarzeniach nie zauważyłem żadnych odkształceń czy innych uszkodzeń.

Konserwacja w moim przypadku ma kluczowe znaczenie ze względu na jago ekstremalne zastosowanie. Mechanizm kombinerek blokuje się w przypadku dużego zapylenia urządzenia. Dzieje sie to w ten sposób że bez problemu mogę otworzyć uchwyty kombinerek lecz same kombinerki pozostają zablokowane.

Aby przywrócić Toola do 100% sprawności wystarczy go przepłukać i ponownie nasmarować. Ponadto raz na jakiś czas jak w każdym nożu należy naostrzyć ostrze gładkie. Robi sie to jednak bardzo rzadko, a testem ostrości jest przecięcie kartki papieru trzymanej dwoma palcami.

Oprócz zastosowania typowo zarobkowego Toola używam na wszelkich wypadach na ryby, grzyby, itp.

W recenzji Ti autor napisał że piłka do drewna spełnia swoje zadanie, tak samo jest w tym przypadku, jest wyjątkowo ostra i odporna na zapychanie sie wiórami. To chyba jest tajemnica jej skuteczności.

Kolejnym plusami są:
możliwość wyjęcia z kabury jedną ręką
Otwierania ostrzy jedną ręką
Tytanowy a przez to "ciepły" stelaż
Wymienne bity o różnych kształtach.
Jeden dwu-stronny mikro bit

Minusy?
Masa?
Zacieranie się przy zapyleniu?
Cena?

Reasumując jeśli bym go stracił kupiłbym kolejny.

I kupiłem i jest gorszy. Otwieranie jedna ręka jest problematyczne z powodu błędu konstrukcyjnego który powoduje blokowanie sie ostrza w pozycji schowanej.