sobota, 29 czerwca 2013

Dzień 5 Dartlo, Alvani, Telavi, Tbilisi


Ok. Wracamy do cywilizacji. Oda rana przez naszych gospodarzy szukamy transportu przez góry ok 10 jest. To transport sera do miasta, fajnie będzie. :)PO drodze jest mały nie zaplanowany postój. Obserwuje spokój Gruzinów, papierosek, kawka pogawędka.


Nikt i nie nie pyta, nikt się nie gorączkuje. Wszyscy cierpliwie czekamy aż traktor udrożni przejazd drogą. Qrcze 2 dni temu tędy jechaliśmy. Teraz rozumiem obawy Gochi. Dalej droga mija spokojnie prawie bez żadnych sensacji, pomimo tego będziemy ja wspominać jeszcze kilka dni.
A to dzięki serowi, w samochodzie jakoś go nie czuliśmy, może nam się receptory przyzwyczaiły, poza tym było dość chłodno więc i serek nie pachniał zbyt mocno.


Za to nasze plecaki, ach cóz to był za zapach. Pięknie pachniały, aż ślinka ciekła nie tylko nam ale też psom w Alvani :). Ranyyy jak one je...y, z 10 metrów było nas czuć.
Wysiadamy w Alvani tuż przy postoju terenówek do którego w nie dotarliśmy. Nikt nie jedzie do Tbilisi. Nauczeni doświadczeniem, nie czekamy. Wskakujemy do busa jadacego do Telawi, przekonani że tam szybciej znajdziemy podwózkę do Tbilisi.
W autobusie ścisk i tłok, ale i tutaj spotykamy rodaków. Pare młodych ludzi podróżujących stopem.


Pomimo (lub dzięki, sami nie wiemy) aury jaka roztaczaliśmy dość szybki znajdujemy transport do Tbilisi, i to nie byle jaki tylko merol S klasa. Pakuje sie koło kierowcy i.....qrde, tu jest kierownica. Auto ma fajere po prawej stronie, szybko zmieniam strony i ani mi w głowie przesiadka. Jak sie później okaże nie jest to zbyt fortunny pomysł, jest ok 16, żar leje się z nieba, a my czekamy na "komplet".

W międzyczasie zauważa nas Gocha, pyta co my tu robimy, mieliśmy przecież iść na Atsuntę. Opowiadamy dlaczego. Nie proszony sam zaczyna szukać klientów dla naszego obecnego drivera. Niestety, to chyba nie jest dobra pora. Wyruszamy około 18:30. Okazuje się że Gruzińscy kierowcy chyba sie zmówili żeby swój styl jazdy pokazywać nam stopniowo.

Tym razem to ja mam zostać poddany próbie nerwów. Wyglądało to tak. Podczas pokonywania jednej z serpentyn  na szosie dwupasmowej postanawia wyprzedzić ciężarówkę. ....Wychyla się nic nie widząc, ja widzę (siedzę z lewej) pruje na nas osobówka, kierowca dalej nic nie widzi, ja widzę czołowe zderzenie z kolejną osobówką mijającą nas przy ryku klaksonu. Ten wariat dalej nic nie widzi za to ja widze jak samochody z naprzeciwka pruja setka po poboczach żeby nas nie zdmuchnąć z drogi. Nasz kierowca w końcu widzi cała drogę, jedziemy pod prąd i ................staje sie cud. Wyprzedzana ciężarówka zjeżdża na pobocze sypie kamieniami z pod kół. Kolejna ciężarówka z naprzeciwka wykonuje taki sam manewr. My ...jeszcze pożyjemy....a ten świr gwiżdże pod nosem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz