niedziela, 30 czerwca 2013

Dzień 6 Tbilisi

U Iriny ścisk, masa luda. To w końcu drugi dzień wakacji. Prawdziwa Arka Noego, są Izraelici, Holendrzy, Czesi i masa Polaków. Dostajemy sale zbiorową. Poznajemy kilka osób, ale jakoś tak w naturalny sposób "związujemy" się z pewną Rodzinką.pl. Skład rodzinki to Tata Radek, mama Ewa, córka Emilka i syn Szymek, Przemkiem przez opornych zwany. W kuchni tłok. Każdy robi cos innego jedna para coś gotuje, druga szykuje kanapki, kolejne dwie osoby rozmawiają przy lampce gruzińskiego wina. To wszystko na przestrzeni ok. 5 mkw. I jeszcze my szukający w lodówce tego co tam wczoraj odłożyliśmy Nic to.To w końcu Hostel. Wszyscy radośni, żadnych kwasiorowatych dames z tipsami i nadętych tak zwanych ludzi sukcesu itp.

Jako "starzy wyjadacze" ruszamy z nowymi znajomymi w miasto. Tłumaczymy jakim rewelacyjnym rozwiązaniem jest doładowana karta miejska umożliwiająca umożliwiająca korzystanie ze wszystkich środków transportu publicznego do których zalicza sie również kolejka linowa. zwiedzamy kolejno twierdzę, "podpaskę"....,robimy zakupy na kolację. Dzień spełza nam na leniwym łażeniu po Tbilisi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz