poniedziałek, 3 listopada 2014

Sandomierz

Dziś mam klienta w Solcu n. Wisłą. Grzechem byłoby pominięcie odległego o ok 60 km Sandomierza. Tym razem jadę trasą przez Warkę, aby ominąć zamkniętą drogę na odcinku Mniszew - Kozienice. Po drodze zgarniam ponownie Beatę. Pogoda nam dopisuje ma być 18c. Do klienta docieramy z godzinnym wyprzedzeniem i jak się okazuje bardzo dobrze. Przygotował on bowiem dla mnie dodatkowe prace i montaż zamiast trwać 2,5 h trwał 4,5 h. Ok 12 docieramy do miasta które według legendy od zniszczenia podczas II Wojny Światowej ocalił Rosyjski Pułkownik.


Nie mam planu, jednak Beata jest przygotowana choć w ogóle. Na stare miasto wchodzimy przez Bramę Opatowską, jedyna ocalałą z systemu murów obronnych. Na początek snujemy się przez rynek nie bardzo wiedząc w którą stronę się udać. Robię kilka fotek ratusza, studni i nachylonego rynku. Kierujemy się w dół w kierunku zamku . Po drodze jesteśmy nagabywań przez panią z Katedry, która namawia nas na zwiedzenie podziemi (jedna izba), pokazuje nam dzwon i robi fotkę na schodkach. Informując nas przy okazji że z reguły fotografują sie tu młode pary. Brukowaną ulica schodzimy w dół i wchodzimy na dziedziniec zamku.


Wygląda imponująco pomimo faktu że stoi tylko jedno z 4 skrzydeł. Pozostałem trzy zostały wysadzone przez wycofujących się Szwedów w 1565 roku, była to zasadzka na niespodziewające się niczego Wojska Polskie wkraczające na jego teren. Historia warowni, zamku obronnego i w końcu rezydencji renesansowej sięga X wieku. Wtedy była to stolica księstwa dzielnicowego. Potem w XIV wieku Kazimierz wielki na miejscu drewnianego grodu wybudował murowany zamek obronny. Dzisiejszy wygląd zawdzięcza on Benedyktowi "Sandomierzaninowi" i rzeźbiarzowi Santi Gucciemu.
W środku na pietrze króluje sztuka współczesna z pasiastym krzemieniem na czele,





na parterze wystawa etnograficzna.








Po wyjściu z zamku i krótkiej analizie mapki skręcamy w lewo. Idziemy niewielkim deptakiem w kierunku Wisły by potem skręcić w prawo do Wąwozu Królowej Jadwigi rozdzielającego wzgórza Świętojakubskie i Świętopawelskie. Początkowo nie robi on na mnie zbyt wielkiego wrażenia jednak po ok 100 metrach. Jego strome zbocza - miejscami osiągające nawet 10 m wysokości -  porośnięte są bujną roślinnością. Wąwóz jest objęty ochroną, znajduje się tu 12 pomników przyrody ożywionej. Należą do nich: jesion wyniosły, klon pospolity, dąb szypułkowy, lipa drobnolistna oraz wisienka karłowata.
Przyrodniczy zabytek powstał ze skały lessowej w wyniku erozji wodnej, która trwa do dnia dzisiejszego. Woda wypłukuje wąwóz, powodując ciągłe jego pogłębianie. Konary drzew, które łączą się ze sobą dają wrażenie zamkniętego tunelu.




Z miejscem tym wiąże się legenda opisująca jakoby to Królowa Jadwiga często tędy chadzała do pobliskiego kościoła św. Jakuba. Inna legenda opisuje że kiedyś utknęły tu sanie z królową. Co z kolei zobaczyli wieśniacy i gdy dowiedzieli sie kto jest pasażerem wyniesli ja na rękach. Królowa Jadwiga chcąc okazać wdzięczność spytała ich jak może się odwdzięczyć. Królowa, która wcześniej już słyszała o tym niegodziwcu obiecała wieśniakom, że odkupi od niego wioskę, a na potwierdzenie tych słów zdjęła z rąk rękawiczki z białej skórki i wręczyła je sołtysowi. Jadwiga dotrzymała słowa, wykupiła od nieludzkiego pana wieś, która od tamtej pory przyjęła nazwę Świątniki.
Niedaleko wąwozu przebiega również Małopolska Droga świętego Jakuba – odcinek średniowiecznego szlaku pielgrzymkowego prowadzącego do grobu świętego Jakuba Apostoła w Santiago de Compostela w Hiszpanii.
Po przejściu wąwozu wracamy na rynek, szukamy wejścia do podziemnego miasta. Mamy fart, jest zbierana ostatnia grupa, jeśli za 30 minut zbierze sie komplet (ok 10-15 osób). Jest komplet.
Przy wejściu do podziemi na ścianie widoczny jest fresk, przedstawia on Halinę Krempiankę, córkę zamordowanego przez Tatarów sandomierskiego kasztelana Jana z Krempy. Jak głosi legenda dziewczę to chcąc pomścić śmierć ojca, udała się do wodza tatarów i opowiadając mu o krzywdach, jakich ponoć doznała ze strony mieszkańców Sandomierza. Zaproponowała, że pokaże im podziemna drogę do miasta. Kiedy ci - łaknąc łatwego łupu - weszli za nią do podziemi, obrońcy miasta zasypali wejście. Dzielna Halina zginęła, ale miasto zostało ocalone. 
Podziemna trasa powstała w wyniku wieloletnich prac Sandomierskich kupców i prac zabezpieczających kierowanych przez pracowników naukowych z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Ponieważ Sandomierz był bogatym miastem z licznymi przywilejami królewskimi, to jego mieszkańcy a w szczególności kupcy byli bardzo zasobni. Ponieważ handel wymagał pojemnych magazynów kopali je oni pod swoimi domami. W ten sposób powstały kilku poziomowe piwnice sięgające nawet 12m metrów poniżej gruntu!!!
W 1967 roku rozpoczęto program mający na celu ratowanie osuwających się zabytków. W wyniku prac zabezpieczających powstała podziemna trasa turystyczna o długości prawie pół kilometra.


Zwiedzanie kończymy po zmroku, nie chce na się już szukać paszodajni na terenie Sandomierza. Za moją sugestią (namową) zatrzymamy się w Saganku w okolicach Lipska. Moje wspomnienia nie kłamią, posiłek jest jak zwykle wyśmienity. To już koniec wycieczki,. Po kolejnym 2h docieram do domu i lulu.

czwartek, 30 października 2014

Spacer w liściach

6:30 Pakuję plecak do samochodu z zamiarem krótkiego wypadu do w okolice Kazimierza. Jestem tam umówiony na spacer z Beatą. Doskonałą rozmówczynią i słuchaczką. Oboje lubimy długie spacery i rozmowy. Poza tym jeden ważny dla nas wspólny temat z przed lat.  Już na starcie plany ulegają zmianie, Ivo melduje się w bagażniku, po krótkiej dyskusji ulegam sile jego argumentów. Oba gamonie jadą ze mną.


Po drodze zabieram Beatę. Do Kazimierza docieramy ok.9 rano. Po drodze ustalamy że sam Kazimierz jest dla nas be i że po prostu idziemy poszurać w liściach. Cel pierwszy Albrechtówka i panorama Wisły z Mięćmierzem u stóp. Okazuje się moja towarzyszka podobnie do mnie, nie przepada za utartymi szlakami. Jest inicjatorką trawersu ściany kamieniołomów. Ścieżka biegnie ok 15m nad dnem wyrobiska i jest oszroniona, do tego plączący się pod nogami i nieskoordynowany Ivo powodują że nie jest zbyt bezpiecznie. Znam masę osób które w tym miejscu podniosłyby krzyk, nas to bawi. Dalej truchtami jarem wzdłuż niebieskiego szlaku, nigdy tu nie byłem.


Po drodze niespodzianka ... ruiny....prawdopodobnie jakiejś willi zbudowanej z miejscowego wapienia. Kolejna niespodzianka to hotel w którym kiedyś gościłem,  nieczynny i wystawiony nasprzedaż.

Po niecałej godzinie docieramy na wapienną skarpę z której roztacza się urzekająca panorama Wisły z leżącą u stóp wsią Mięćmierz i stojącym na przeciwległym stoku wiatrakiem. To nasz kolejny cel. Niestety niesforny Ivo nie pozwala nam na zwiedzenie wsi. To byłaby katorga.

Spotkanego atochtona pytamy jak dość do wiatraka. Pan grzecznie nam wskazuje drogę, jednak jego odpowiedź wzbogacona jest o dziwny i raczej niepochlebny komentarz na jego temat. Między sobą komentujemy że to chyba dlatego że nie weszliśmy do gospody :) i nie strzeliliśmy po browarku.


Wychodzimy ze wsi, spuszczam gamonie i ...zonk...spotykamy pana z taczką i dwoma małymi psami. Przyjazny Ivo i Erin stęsknione zabawy natychmiast ruszają w ich kierunku. Finał jest taki że biedne psiaki dają nogę, a biedny właściciel musi ich szukać. No cóż może mają złe doświadczenia.


Przed młynem zamknięta brama, jednak ogrodzenia brak. Powoli z pewną dozą nieśmiałości wchodzimy na posesję. Wygląda na zamieszkaną, lecz gospodarzy nigdzie nie widać. Ośmieleni ciszą rozglądając się za kotami podchodzimy pod "Trzy serca". Trzeba przyznać że robi wrażenie bardzo dobrym stanem technicznym. Zauważam tabliczkę teren prywatny i kawiarnia. To dobrze, upewnia mnie to że nie naruszamy czyjejś prywatności i że tak ma być.


Nieśpiesznie wracamy? Powolutku nigdzie się nie śpiesząc idziemy polna drogą, wchodzimy w las. Cały czas żartując i śmiejąc się wybieramy leśne ścieżki na chybił trafił, czasem wybierają je psy. Zataczając pętlę trafiamy ponownie na Albrechtówkę. Stąd już kilkanaście minut i jesteśmy przy samochodzie. Niema jeszcze południa, wracać szkoda, Kazimierz nas nie interesuje. Ciekawe czy prom jeszcze pływa, może by tak do Janowca na drugi brzeg?



Kierunek Janowiec. Na drugim brzegu orientuje sie że nie mam telefonu, musiał mi wypaść na murku nad Wisłą. Czekamy na powrót promu, krótka rozmowa z "kapitanem" i mamy dwa kursy gratis. :-) . Beata się śmieje że nigdy nie płynęła promem , a dzięki mojemu "pechowi" dzisiaj wyrobiła limit za kilka lat. Na promie odbieram telefon, widzę przyjazne spojrzenia obsługi i słyszę.."dobrze że Pan znalazł ten telefon" ... ostatnio coraz rzadziej spotykana życzliwość.

Janowiec, zamek jak zamek....snują się damy w bieli i Panowie Młodzi. Robią pamiątkowe zdjęcia z okazji ślubu. Zastanawiamy się po co to , jakieś dziwne pozy, leżenie na trawie, wspólny samolocik jak reklamy LOT-u z lat 70-tych. Ech takie to tandetne i kiczowate. Widać całkowity brak pomysłu. Cóż, bawi nas bardzo. Psy wyjątkowo zostają w samochodzie, dostajemy bezpłatne bilety na zwiedzanie zamku, które upoważniają nas także do zwiedzenia dworku i skansenu.

Dworek częściowo zajmuje "Solidarność" , natomiast szumna wystawa etnograficzna to skansen, z eksponatami które sami pamiętamy z dzieciństwa. Takie jak" maselnica, grabie z drewna. Sa też takie których po prostu nie spotkaliśmy bo spotkać nie mogliśmy.
Flisacy koniec XX wieku. (szkutnictwo-basonia.cba.pl)

Szkuta do przewozu bydła z 1992 roku.
 Moje refleksje budzą fotografie przedstawiające całe rodziny z bydłem na tratwach (promach). Okazuje się że jeszcze w latach 80-tych ubiegłego wieku  tymi łodziami napędzanymi za pomocą wiosłami pychowymi  ludzie z obu stron przeprawiali sie przez rzekę. Przewozili w ten sposób bydło, siano, drewno. Życie nad brzegiem rzeki kwitło, a rzeka nie dzieliła lecz ich łączyła. Szkoda tych czasów, tych ludzi i tej prostoty.


Nachodzi mnie refleksja, może ci "marynarze" z promu to "dziedzice" dawnych mieszkańców, stąd zrozumienie i życzliwość jaką mnie obdarzyli?

Czas wracać, jeszcze tylko kawa i ciacho w Kozienicach i się żegnamy. Do następnego razu.
Beata dziękuję za wspaniały dzień, nie pamiętam kiedy ostatnio z kimś tak szczerze rozmawiałem.


sobota, 11 października 2014

Tatry..na szybko

Piątek 10-10-2014. ok  godz.11. Telefon od PRS-a, "czy mam ochotę na jeden dzień śmignąć w Tatry. Jak to, ja nie mam? Jasne że mam. Dobra to jedziemy, trzeba tylko rozłożyć koszty...szukamy chętnych. Na NGT wrzucamy hasło z informacją, oprócz tego dokładam jeszcze na FB. O 18 zamykamy listę...jest nas w sumie trzech. Forumowy Kazik, PRS i mua. Z powodów spóźnionego PKP wyruszamy ok 23, jedziemy moim sztruclem. Jeden postój w McDonaldzie po kawę i o ok. 3:30 meldujemy sie na stacji BP w Zakopcu.


Na Jaworzynce

Zakopane nocą z Przeł. Między Kopami
Kierunek Murowaniec z targetem na Orla Perć dla chłopaków, a dla mnie na Zawrat, Piątka, Krzyżne i powrót. Trudno będzie. Jestem zmęczony poprzedniej nocy spałem ok 4h, teraz mam za sobą ok 350 km po nocy i fotkę z fotoradaru :). Idziemy przez Jaworzynkę, noc jest piękna, świeci łysy....tak naprawdę czołówek potrzebujemy sporadycznie w lesie. O brzasku docieramy do Murowańca, wsuwamy szybkie śniadanie (co kto ma) i lecimy dalej.
Czarny Staw Gąsienicowy
Ups....skucha nie dam rady.....Leje sie ze mnie jak z dziurawego balona, serce wali jak oszalałe. Nie mam co się oszukiwać, nie wejdę na Zawrat, a nawet jeśli mi się uda to co dalej? Już teraz chwieje sie na nogach. Rozum zwycięża i choć jestem zły na siebie i ambicja mi z trudem na to pozwala. Z przykrością informuje chłopaków, że wracam.
Czarny Staw Gąsienicowy w kierunku Hali Gąsienicowej

Niebieski szlak na Zawrat
Chłopaki mówią żebym poszedł na Kasprowy, ja sie zastanawiam nad Granatami lub Kasprowym ale przez Karb. Póki co z poznaną po drodze parą wracam do Murowańca. Po drodze rodzi sie pomysł żeby kopnąć sie w niezwykle kolorowe o tej porze roku Pieniny skoro formę mamy taką, a nie inną. Jedna po drugim śniadanku ostateczna decyzja jest Kasprowy. Trasa jest lajtowa, jej przejście to niecała godzina.
Samotniak? Przy zółtym szlaku na Kasprowy
Nie dla mnie, pomimo panującego zimna i silnego wiatru pocę sie jak szczur i lezę noga za nogą. Po drodze spotykam wybawiciela, dostaje bilet na powrót kolejką do Kuźnic. Dzięki Ci dobry człowieku. Przejąśćie z Murowańca na Kasprowy to katorga, nie tylko zmęczenie czy brak formy daje mi o sobie znać, ale tez halny. Momentami tak silny żę przesuwa mi kijki trekingowe i nie trafiam nimi tam gdzie chcę. Obiecywali w pogodzie zero wiatru, a nie wichurę.



Teraz szybciutko do auta i spać, ale wcześniej aspirynka bo jestem porządnie przemarźniety. Cztery godziny "snu" na tylnej kanaapie renówki nie jest luksusem, ale to zawsze coś. Czuję przypływ sił.
Umawiam się z chłopakami że spotkamy sie na Polanie Olczyskiej i pójdziemy na Kopieniec podziwiać zachód słońca. Wygrużam plecak, zakład lekkie buty i wyruszam droga do Kuźnic by potem skręcić na Przeł. Nosalową.
Nosal

Lekkie buty to błąd, czuje każdy kamień, noga nie jest stabilna, przy zmęczeniu to prosta droga do zrobienia sobie kuku. Nie jest prosto, coś jest nie tak....już na szosie czułe jak się ze mnie leje pot, nic to skręcam za zielony szlak. Pomimo nie wymagającej drogi zauważam u siebie bardzo niepokojące oznaki, oprócz naprawdę nadmiernego pocenia, szybko się męczę.Nie wiem czy to brak formy, zażyta aspiryna nadal działa czy nie dospanie 8h snu na 70 godzin. Zawracam, tym bardziej że w lekkich Quechuach nie czuje się zbyt pewnie.
Czas wyciągnąć wnioski. Sen to podstawa, kondycja też i buty, po raz ostatni założyłem krótkie buty na kamienisty szlak. Nie mam już 20 czy 30 lat, a i ostatni rok na kanapie zrobił swoje. Czas poprawić formę.

Koszty:
Paliwo 270 PLN na trzech.

czwartek, 31 lipca 2014

Buty

 I na koniec obuwie, tak obuwie bo nie zawsze to muszą być buty w wielu przypadkach wystarczą sandały, w innych buty krótkie, a wysokie.....wcale być nie muszą, nawet w górach. Nie będe sie rozpisywał na temat stopnia twardości podeszwy i innych szczegółów przyprawiających o zawrót głowy. Dochodzę bowiem do wniosku że skoro to czytasz to znaczy że to są Twoje początki i być może nigdy nie będziesz potrzebować specjalistycznego obuwia. W każdym bądź razie sam zatrzymałem się na etapie zwykłego górskiego łazika bez parcia na szczyty czy ściany. Dlatego mój opis dedykowany jest dla tych co dopiero zaczynają lub chcą uprawiać zwykły trekking lub backpacking.



Jeśli znam teren po którym będę się poruszał jestem w stanie wybrać jego rodzaj. Jeśli nie znam, nie zależnie czy to góry czy niziny zawsze biorę wysokie. Powód jest prosty, po drodze mogę trafić na drogę żwirową, na jary i wąwozy, bagienka, piargi, nie uprawne łąki. We wszystkich tych przypadkach wskazany jest pełny but z trzymającą kostkę cholewką.

Buty krótkie zakładam nawet w górach pod warunkiem że ścieżki szlaki nie są skaliste, w miarę równe a podejścia niezbyt strome.

Sandały sprawdza się na szlakach spacerowych, bez żwiru i chodnikach.

Istotnym elementem jest twardość podeszwy, generalnie jeśli spodziewamy się kamieni, skał, skalnych stopni, wystających korzeni po których będziemy skakać należy wybrać buty z bardzo sztywną podeszwą. Unikniemy w ten sposób bolesnych odgnieceń.

Ponadto na kilku dniowe trekkingi lub przy niepewnej aurze stosuję patent z czasów harcerskich. Zabieram dwie szczelne torebki foliowe. Po co? Po to że w przypadku przemoczenia butów  i skarpet oraz braku możliwości ich wysuszenia mogę spokojnie założyć ich drugą parę, suche stopy wsunąć w torebki i dopiero w buty. Dzięki temu unikam przeziębienia i dyskomfortu chlupiącej wody pomiędzy palcami.

Od tego wszystkiego są wyjątki. Często jeżdżę na włóczęgę z plecakiem po jakimś kraju z zaplanowanym lub nie planowanym wyjściu w góry. Bez sensu jest brać ze sobą buty stricte górskie. W tym przypadku zabieram buty podejściowe lub trailowe. Sprawdzą się na co dzień a i na szlaku też.

niedziela, 27 lipca 2014

Mój Day Pack Kit

Kilku znajomych spytało mnie co zabrać na jednodniowa wycieczkę w góry. Czy nie wystarczy termos,  kanapka i coś ciepłego. Odpowiedź powinna być prosta ...nie. Ale to nie takie proste, zaraz zakrzyczą mnie ortodoksi z jednej i niedzielni z drugiej strony ;), niestety tak jest ......

Nie widzę bowiem potrzeby zabierania np. pełnej zmiany ubrania kiedy idę np. tylko Ścieżką Pod Reglami lub zabierania folii NRC do Morskiego Oka.

Żeby była jasność, na kilku-godzinną wędrówkę zabieram:

zawsze
scyzoryk


na siebie (zależnie od warunków)
  • spodenki z dopinanymi nogawkami
  • buff
  • bieliznę termoaktywną
  • softshell

na postoje
  • sweter puchowy (może być polar 200) zależnie od gór
  • wiatrówkę
  • termos z herbatą
  • kilka torebek z herbatą
  • kanapki

Na wypadek zmiany aury
  • poncho
  • zmianę skarpet
  • torebki foliowe (2 reklamówki, jak przemoczysz buty i założysz sucha skarpety są nie zastąpione)

Na wypadek wypadku
  • mini apteczkę (plastry,  gazę, itp)
  • czołówkę
  • folię NRC
  • rękawiczki polartec
  • kilka batonów energetycznych
  • telefon z wprowadzonymi numerami do GOPR i TOPR oraz ICE
Na jeden lub dwa dni: 
  • zamiast termosu, zestaw Pinguin
  • sztućce
  • maszynka gazowa
  • kartusz 250
  • tarp lub namiot
  • karimata lub samopompa
  • śpiwór
  • musli
  • kawa
  • cukier
  • większa apteczka
  • krzesiwo
  • książka :)
I na koniec obuwie,

Więcej



niedziela, 29 czerwca 2014

Biwak n.Pilicą

Planowaliśmy wyjazdy pod namiot od wiosny, tak się jednak składało że nigdy nie było czasu, pogoda nie taka itp. Wyruszyliśmy w sobotę ok. 8 rano, żeby zdążyć przed plażowiczami znaleźć miejscówkę nad wodą.
Wujek Google wykazywał że w okolicach pomiędzy Warką i Białobrzegami coś znajdziemy. Jakie było nasze zaskoczenie gdy okazało się że drogi prowadzące nad rzekę są przegrodzone szlabanami zamkniętym na kłódki. To chyba niezgodne z prawem. W poszukiwaniu miejsca na biwak pokonaliśmy około 30km polnymi drogami, prawym i lewym brzegiem Pilicy. Jako takie miejsce znaleźliśmy dopiero na prawym brzegu na przeciwko Pacewa.
Ponieważ tłumów nie było postanowiliśmy jeszcze odwiedzić nasza ciocię w Falęcicach. I tu niespodzianka ciocia twierdzi że tuż obok w Górach są fajne miejsca. Po krótkiej wizycie jedziemy tam, po przejechaniu mostu donikąd, faktycznie znajdujemy fajne miejsce. (dzięki ciociu)  Rozbijamy się porośniętej roślinami łasze poniżej burt rzeki.
Psy oczywiście od razu zaliczyły rzekę, czym zdenerwowały moją kochana żonkę u której znowu odpaliła się funkcja matki polki w stosunku do nich ;). Najwieksze emocje oczywiście budził Ivan i jego umiejętności pływania. Jak do tej pory miał za sobą dwie próby "samobójcze"kiedy to spadł ze skarpy do rzeki i brodzenie w naszym oczku. Pomimo obaw Agnieszki radził sobie doskonale, na płytkiej i głębokiej wodzie.
Qrcze, zabrałem pusty aparat tzn bez karty i nie mogłem zrobić żadnych fotek, a kilka byłoby ciekawych. choćby frontu burzowego z foci zrobionej telefonem.
Generalnie pobyt był fajny, odmóżdżyliśmy się całkowicie, Aga zrelaksowała się w stu procentach, komary dokuczały tylko przez niecałe 2 h.

Byliśmy tam dwa dni i jedną noc. Namiot zaliczył, żar z nieba, porywisty wiatr i silną długotrwała burze z silnym wiatrem. Quechua wytrzymał. Żadnego przeciekania czy dotykania tropiku do sypialni.

 Nie wiem jak to jest, ale jadąc na 3 tygodnie w góry mieszczę się w plecak ok 50l, teraz ledwo się zmieściliśmy do kombi. Pomijam tutaj psy w bagażniku duży namiot i foteliki.

Za tydzień byliśmy znowu, niestety deszcze całkowicie zmieniły naszą sielską miejscówkę. Poziom wody podniósł się wyraźnie.Ponieważ nie było szans na utrzymanie naszych psów na brzegu zrezygnowaliśmy z biwakowania. Nie miały nigdzie gruntu nurt był silny i głeboki, było zbyt niebezpiecznie.

Po powrocie poszukałem strony z informacjami o poziomie rzeki i znalazłem ją pod adresem http://monitor.pogodynka.pl/hydro/start.
Wynika z niej że bezpieczna kąpiel w Pilicy w okolicach Białobrzegów jest możliwa tylko przy dolnej granicy stanów średnich. Warto więc przed każdym wyjazdem sprawdzić poziom rzeki nad którą jedziemy.

sobota, 21 czerwca 2014

Merino,softshell i inne super wynalazki

Moim zdaniem.

Z wiekiem pamięć ludzka coraz bardziej szwankuje w tym moja też :), ponadto idąc na "turystyczne" zakupy zewsząd atakują nas fantastyczne właściwości wełny merino która na głowę bije wszystkie sztuczności oraz soffshell który według handlowców jest remedium na każda pogodę tak jak kiedyś kurtki z membraną. Dlatego tez piszę ten post ku swojej i być może waszej przestrodze, żebym nie wydał kasy na kolejny cudowny ciuch zalegający w szafie.

Otóż, moim zdaniem to bzdura i bujda na resorach i naciąganie nas na wydatki.
Zacznijmy od wełny merino stosowanej jako basselayer.
Nie zaprzeczę że :
  1. zapewnia większy komfort termiczny
  2. że zapewnia komfort termiczny nawet gdy jest mokra
  3. że odprowadza wilgoć
  4. że nie łapie zapachów
  5. że jest naturalna
Tylko że za tą naturalność trzeba słono zapłacić i niekoniecznie na tym zyskać.
  1. Owszem tylko że to się sprawdza w zimnych porach roku i raczej podczas wolniejszych spacerów. Dla mnie jest za ciepła. Może w zimie się sprawdzają, nie wiem nie korzystałem. Na potrzeby tego posta sprawdzę to najbliższej zimy.
  2. Tak, ale tez taki komfort termiczny zapewnia power stretch i szybciej schnie.
  3. Tak, ale znacznie wolniej niż wspomniany power stretch i inne "plastiki". Jednak zaznaczam tu bywa bardzo różnie, nieraz smród zabija użytkownika :) juz po 1 godzinie.
  4. Łapie, tylko wolniej. poza tym zależy to od użytkownika i tego co jadł, czy się będzie śmierdziało wcześniej czy później. Myć się codziennie i tak wypada. Najmniej łapią zapachy koszulki z jonami srebra ..i.....szlus. Bo nie rozwijają się tam bakterie.
  5. Mam to w nosie, poza tym koszulki z samej tylko wełny kompletnie sie nie sprawdzają. Według mnie najlepsza opcją jest kiedy koszulka składa się z dwóch warstw. Przy skórze merino, a druga to tworzywo do odciągania wilgoci.
Dlatego należy się zastanowić czy kupić jedna super merino która po kilku praniach przestanie być "skin" czy wybrać coś plastikowego z jonami srebra lub coolmaxem lub po prostu power stretch i mieć kilka i na dłużej. Tym bardziej że wiele osób uprawia turystykę tylko w okresie wiosenno-letnio-jesiennym.


Softshell, rany tutaj to jest prawdziwa wolna amerykanka. Wszystko jest softshell, kurtka przeciwdeszczowa , wiatrówka, polar. A należy pamiętać że softshell to po prostu gęsto tkana tkanina w ograniczająca przepływ wiatru i pokryta DWR czyli warstwą odpychająca wodę.
Nie zastąpi ona pełnoprawnej :
  1. Wiatrówki
  2. Kurtki przeciwdeszczowej
Dlaczego? A to dlatego że to jest półśrodek i jak coś jest do wszystkiego to jest do .....no właśnie, zaznaczę aby dodatkowo zamglić obraz że nie wszystko co nam wciskają handlowcy i spece od marketingu posiada cechy softshell.

Według mnie, podkreślam mnie, przy bardzo dużej aktywności fizycznej jest to odzież przeznaczona bardziej na jesień, zimę i wiosnę niż na lato, podobnie jak kurtka membranowa tzw. 3 w 1. Jest ona stanowczo zbyt gruba i ciężka by ją nosić w plecaku przez kilka dni. Dlatego jeśli już , to noszę ją na sobie. W lato znacznie lepiej sprawdza się kombinacja bielizna termo aktywna + wiatrówka + poncho.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Powrót

Niestety z powodów zawodowych musiałem przerwać wędrówkę zanim ja rozpocząłem. :(
Nic na siłę, GSB nie ucieknie, być moż trafię na ładniejszą aurę, dzięki czemu marsz będzie frajdą, a nie wieczną walką z wilgocią.

Duży szacunek dla tych kórzy przemierzają ten szlak przez ostatnie 3 tygodnie.

O 00:40 wróciłem do domu. Ponieważ nie chciałem budzić żony rozbiłem namiot w ogrodzie i tak spędziłem ulewna nockę.

piątek, 30 maja 2014

GSB - przygotowania

Do przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego przygotowywałem się od 2 miesięcy. Pierwszy termin to był maj. Jednakże na ten termin zapowiedział przyjazd do polski mój przyjaciel z dzieciństwa i plany musiały ulec modyfikacji. Ponieważ wysyp klientów mam zawsze na przełomie miesięcy odsunąłem termin ok jeden miesiąc. W dniu 17 czerwca musiałem znowu zmodyfikować plany i zamiast w okolicach 5-9 czerwca wyruszam 1 czerwca w dzień po swoich urodzinach.

Celów jest kilka:
  • Przejść GSB w w tym roku, prawdopodobnie 2 etapy.
  • Sprawdzić sprzęt na szlaku
  • Sprawdzić siebie na szlaku
  • Przemyśleć parę spraw
  • zrobić masę sweet foci :)
  • stestować dietę
  • SCHUDNĄĆ
Podczas dyskusji ze znajomymi i członkami NGT okazało sie że niema uniwersalnej recepty na sprzęt i odzież jakie należy zabrać. Tak naprawdę każdy ma swoja filozofię przejścia, poczynając od czasu przejścia w 21 dni i zdobycia diamentowej odznaki po noclegi. Jedni preferują schroniska i kwatery argumentując że niema sensu ze soba targać namiotu i sprzętu biwakowego, inni (w tym ja) że wybieramy "wolność"

Rozpoczynamy walkę o bagaż i tutaj znowu niema jedności w narodzie, sa bowiem zwolennicy zabrania ze sobą wszystkiego tak na wszelki wypadek, ciężkich butów z membraną, kurtki 3w1, 3 par spodni itp, oraz minimaliści dla których głównym kryterium jest waga. Poza ty sa wariacje wszystkich filozofii.

Okazuje się że niekoniecznie podróżując od schroniska do schroniska mamy najlżejszy bagaż! Mój cały mandżur z jedzeniem i wodą włącznie z tym co będę miał na sobie waży 11,8kg.

Moja filozofia tej "wyprawy" jest taka jak najlżejszy plecak, noclegi w namiocie, wiatach żeby być bliżej natury i raz na kilka dni w schroniskach żeby się odświeżyć. Taki styl wędrówki wymusza na wędrowcu pewne kompromisy i jasne określenie czy na pewno wszystkie graty jakie wydaja nam się niezbędne są nam niezbędne. Ponadto przydatna jest znajomość swojej odzieży pod kątem użyteczności. Nie zabieram bawełny, to na pewno, zabieram bieliznę termoaktywną czyli taka która odprowadzi mi pot od ciała i szybko schnie. Zabieram wierzchnie ubranie tak skonfigurowane aby być przygotowanym na każda ewentualność czyli. Nie biorę np. kurtki z membraną chroniącej przed deszczem i wiatrem, jest ciężka i mało użyteczna o tej porze roku, zresztą nie jestem pewien czy i jakiejkolwiek porze roku nadaje sie do wielodniowej wędrówki. W zamian biorę bluzę z power stretchu jako 2 lub 1 warstwę, wiatrówkę i poncho od deszczu. Waga tego zestawu 778g w przeciwieństwie do kurtki z membraną (1390g). W ten sposób jestem przygotowany na niesprzyjające warunki o charakterystyce:
  • zimny wiatr (Power Stretch + wiatrówka)
  • ciepły wiatr (wiatrówka)
  • leje i zimno (Power stretch + poncho)
  • leje i ciepło (poncho)
  • zimno bez wiatru (Power Stretch)
  • leje, wieje i jest zimno (zmierzam do najbliższego schroniska i czekam) 
Nie zabieram też odzieży z wełny merino, jest po prostu za ciężka i nie do końca tak uniwersalna jak tworzywa sztuczne. Według mnie produkt marketingowy podobnie jak handlowy softshell, który to termin jest nadużywany we wszelkich produktach do aktywności turystycznej. Niezależnie czy jest to softshell czy nie.
W kurtce z membrana bym sie zagotował w większości powyższych przypadków.
I to jest wszystko jeśli chodzi i 2 i 3 warstwę. Bym zapomniał jest jeszcze sweter puchowy na postoje i ekstremalne zimno.W tym przypadku podobnie jak w przypadku puchowego śpiwora mam obawy jak zachowają się tkaniny chroniące puch. Czy powstrzymają wilgoć.

Ktos może zapytać, a co w przypadku kiedy przemokniesz? Ciuchy które biorę najlepiej wysychaja na skórze człowieka, wszak bielizna służy do odprowadzania potu, Power stretch spełnia swoją role nawet jak jest mokry, poncho jest laminowane więc nie namaka.

Stawiamy także na wielofunkcyjność np. poncho będzie mi służyło jako dodatkowa ochrona podłogi namiotu.

Taki styl ma także swoje wymogi lub ograniczenia jak kto woli. Jednym z nich jest to że w ciągu dnia z ładnej pogody należy korzystać ie tylko do napinania w kierunku celu ale także do konserwacji swojego sprzętu. Podczas postoju wskazanie jest rozwinięcie namiotu i śpiwora w celu ich wysuszenia, przecież o 6 rano jak się zwijam jest rosa. Tak wiem, nie trzeba wstawać rano, można pobiwakować do południa. Tylko że to strata czasu, ok. 4h. Natomiast przesuszenie gratów podczas postoju na obiadek na który i tak się zatrzymamy zajmie godzinę. :)

To wszystko oczywiście przy w miarę sprzyjającej aurze, a jak: leje, wieje i jest zimno zmierzam do najbliższego schroniska i czekam ;)

Poniżej lista ubrań i sprzętu jaki ze sobą zabieram.

Odzież 


Bluza stretch Montano z kapturem NGT 1 340
Bokserki BRUBECK 1 64
Bokserki Quechua 1 56
Bokserki Quechua 1 56
Buff UV protection 1 42
Buty Quechua Arpenaz 500 krótkie 1 997
Koszulka z krótkim rękawem QUECHUA Techfresch 100 1 135
Koszulka z krótkim rękawem QUECHUA Techfresch 100 1 135
Koszulka z krótkim rękawem Brubeck unisex DRY  1 143
Wiatrówka Quechua Helium  1 111
Poncho Quechua 1 327
Rękawiczki Kanfor NGT EDITION 1 41
Skarpety Quechua  1 54
Skarpety Forclaz Mid500 Biscay Quechua  1 40
Skarpety Forclaz Mid500 Biscay Quechua  1 40
Spodnie długie  MILO Nagev z paskiem 1 399
Sweter puchowy YETI (ultra light) 1 399

Sprzęt


Namiot Ferrino Sintesi 1 1 1044
Śpiwór Yeti NGT + 0 1 768
Karimata Quechua 1 369
Latarka czołowka BD Storm 1 111
telefon + ładowarka + słuchawki 1
Okularu p. słoneczne 1
Victorinox 1 181
Kijki tekkingowe Tchibo 1
notes + długopis 1 84
linka 2-3 metry 1
Aparat Foto ex2f 1 344
Plecak Osprey Kestrel 48 1 1661
Garnki Piguin Doble X 1 555
kubek metalowy 1 68
Palnik Kovea Eagle 1 111
Gaz 230g
Zapalniczka BIC
1
1
382
17

Higiena


Pasta do zebów 1 90
Szczoteczka do zębów 1 45
Ręcznik 1 151
Żel pod prysznic 1 60
Środek p.komarom 1 110
Płyn do m. garów 1
Srajtaśma 1 100
Gąbka
Łopatka do papierzaków
1
1

95

Żywność


Filtr do wody
Zupki instant  1 640
Owoce suszone 1 1200
Batony 1 300
Chałwa  1
Herbata 1 50
Kawa 1 300
Cukier 1 300
Torebki do gotowania na parze JN 1