niedziela, 29 czerwca 2014

Biwak n.Pilicą

Planowaliśmy wyjazdy pod namiot od wiosny, tak się jednak składało że nigdy nie było czasu, pogoda nie taka itp. Wyruszyliśmy w sobotę ok. 8 rano, żeby zdążyć przed plażowiczami znaleźć miejscówkę nad wodą.
Wujek Google wykazywał że w okolicach pomiędzy Warką i Białobrzegami coś znajdziemy. Jakie było nasze zaskoczenie gdy okazało się że drogi prowadzące nad rzekę są przegrodzone szlabanami zamkniętym na kłódki. To chyba niezgodne z prawem. W poszukiwaniu miejsca na biwak pokonaliśmy około 30km polnymi drogami, prawym i lewym brzegiem Pilicy. Jako takie miejsce znaleźliśmy dopiero na prawym brzegu na przeciwko Pacewa.
Ponieważ tłumów nie było postanowiliśmy jeszcze odwiedzić nasza ciocię w Falęcicach. I tu niespodzianka ciocia twierdzi że tuż obok w Górach są fajne miejsca. Po krótkiej wizycie jedziemy tam, po przejechaniu mostu donikąd, faktycznie znajdujemy fajne miejsce. (dzięki ciociu)  Rozbijamy się porośniętej roślinami łasze poniżej burt rzeki.
Psy oczywiście od razu zaliczyły rzekę, czym zdenerwowały moją kochana żonkę u której znowu odpaliła się funkcja matki polki w stosunku do nich ;). Najwieksze emocje oczywiście budził Ivan i jego umiejętności pływania. Jak do tej pory miał za sobą dwie próby "samobójcze"kiedy to spadł ze skarpy do rzeki i brodzenie w naszym oczku. Pomimo obaw Agnieszki radził sobie doskonale, na płytkiej i głębokiej wodzie.
Qrcze, zabrałem pusty aparat tzn bez karty i nie mogłem zrobić żadnych fotek, a kilka byłoby ciekawych. choćby frontu burzowego z foci zrobionej telefonem.
Generalnie pobyt był fajny, odmóżdżyliśmy się całkowicie, Aga zrelaksowała się w stu procentach, komary dokuczały tylko przez niecałe 2 h.

Byliśmy tam dwa dni i jedną noc. Namiot zaliczył, żar z nieba, porywisty wiatr i silną długotrwała burze z silnym wiatrem. Quechua wytrzymał. Żadnego przeciekania czy dotykania tropiku do sypialni.

 Nie wiem jak to jest, ale jadąc na 3 tygodnie w góry mieszczę się w plecak ok 50l, teraz ledwo się zmieściliśmy do kombi. Pomijam tutaj psy w bagażniku duży namiot i foteliki.

Za tydzień byliśmy znowu, niestety deszcze całkowicie zmieniły naszą sielską miejscówkę. Poziom wody podniósł się wyraźnie.Ponieważ nie było szans na utrzymanie naszych psów na brzegu zrezygnowaliśmy z biwakowania. Nie miały nigdzie gruntu nurt był silny i głeboki, było zbyt niebezpiecznie.

Po powrocie poszukałem strony z informacjami o poziomie rzeki i znalazłem ją pod adresem http://monitor.pogodynka.pl/hydro/start.
Wynika z niej że bezpieczna kąpiel w Pilicy w okolicach Białobrzegów jest możliwa tylko przy dolnej granicy stanów średnich. Warto więc przed każdym wyjazdem sprawdzić poziom rzeki nad którą jedziemy.

sobota, 21 czerwca 2014

Merino,softshell i inne super wynalazki

Moim zdaniem.

Z wiekiem pamięć ludzka coraz bardziej szwankuje w tym moja też :), ponadto idąc na "turystyczne" zakupy zewsząd atakują nas fantastyczne właściwości wełny merino która na głowę bije wszystkie sztuczności oraz soffshell który według handlowców jest remedium na każda pogodę tak jak kiedyś kurtki z membraną. Dlatego tez piszę ten post ku swojej i być może waszej przestrodze, żebym nie wydał kasy na kolejny cudowny ciuch zalegający w szafie.

Otóż, moim zdaniem to bzdura i bujda na resorach i naciąganie nas na wydatki.
Zacznijmy od wełny merino stosowanej jako basselayer.
Nie zaprzeczę że :
  1. zapewnia większy komfort termiczny
  2. że zapewnia komfort termiczny nawet gdy jest mokra
  3. że odprowadza wilgoć
  4. że nie łapie zapachów
  5. że jest naturalna
Tylko że za tą naturalność trzeba słono zapłacić i niekoniecznie na tym zyskać.
  1. Owszem tylko że to się sprawdza w zimnych porach roku i raczej podczas wolniejszych spacerów. Dla mnie jest za ciepła. Może w zimie się sprawdzają, nie wiem nie korzystałem. Na potrzeby tego posta sprawdzę to najbliższej zimy.
  2. Tak, ale tez taki komfort termiczny zapewnia power stretch i szybciej schnie.
  3. Tak, ale znacznie wolniej niż wspomniany power stretch i inne "plastiki". Jednak zaznaczam tu bywa bardzo różnie, nieraz smród zabija użytkownika :) juz po 1 godzinie.
  4. Łapie, tylko wolniej. poza tym zależy to od użytkownika i tego co jadł, czy się będzie śmierdziało wcześniej czy później. Myć się codziennie i tak wypada. Najmniej łapią zapachy koszulki z jonami srebra ..i.....szlus. Bo nie rozwijają się tam bakterie.
  5. Mam to w nosie, poza tym koszulki z samej tylko wełny kompletnie sie nie sprawdzają. Według mnie najlepsza opcją jest kiedy koszulka składa się z dwóch warstw. Przy skórze merino, a druga to tworzywo do odciągania wilgoci.
Dlatego należy się zastanowić czy kupić jedna super merino która po kilku praniach przestanie być "skin" czy wybrać coś plastikowego z jonami srebra lub coolmaxem lub po prostu power stretch i mieć kilka i na dłużej. Tym bardziej że wiele osób uprawia turystykę tylko w okresie wiosenno-letnio-jesiennym.


Softshell, rany tutaj to jest prawdziwa wolna amerykanka. Wszystko jest softshell, kurtka przeciwdeszczowa , wiatrówka, polar. A należy pamiętać że softshell to po prostu gęsto tkana tkanina w ograniczająca przepływ wiatru i pokryta DWR czyli warstwą odpychająca wodę.
Nie zastąpi ona pełnoprawnej :
  1. Wiatrówki
  2. Kurtki przeciwdeszczowej
Dlaczego? A to dlatego że to jest półśrodek i jak coś jest do wszystkiego to jest do .....no właśnie, zaznaczę aby dodatkowo zamglić obraz że nie wszystko co nam wciskają handlowcy i spece od marketingu posiada cechy softshell.

Według mnie, podkreślam mnie, przy bardzo dużej aktywności fizycznej jest to odzież przeznaczona bardziej na jesień, zimę i wiosnę niż na lato, podobnie jak kurtka membranowa tzw. 3 w 1. Jest ona stanowczo zbyt gruba i ciężka by ją nosić w plecaku przez kilka dni. Dlatego jeśli już , to noszę ją na sobie. W lato znacznie lepiej sprawdza się kombinacja bielizna termo aktywna + wiatrówka + poncho.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Powrót

Niestety z powodów zawodowych musiałem przerwać wędrówkę zanim ja rozpocząłem. :(
Nic na siłę, GSB nie ucieknie, być moż trafię na ładniejszą aurę, dzięki czemu marsz będzie frajdą, a nie wieczną walką z wilgocią.

Duży szacunek dla tych kórzy przemierzają ten szlak przez ostatnie 3 tygodnie.

O 00:40 wróciłem do domu. Ponieważ nie chciałem budzić żony rozbiłem namiot w ogrodzie i tak spędziłem ulewna nockę.