środa, 3 lipca 2013

Dzień 9, Kazbegi, dolina


Śniadanie.....nie wiemy co to jest, panuje lekka konsternacja. Być może to kuchnia regionalna.....dostaliśmy zupę...może to chikhirtma, nie wiem zup raczej nie jadam. Oprócz tego były tolma (rodzaj gołąbków w liściu winorośli) oraz adżapsandali (duszone bakłażany) i klika innych których nie rozpoznałem. Jestem raczej wybrednym typem i nie jadam nic co zawiera chwasty (natka z pietruszki, koperek oraz szczypior).
Jednak ciekawość zwycięża, mój wewnętrzny "Rabe" stwierdza że dwie ostatnie potrawy i placki są dla mnie "koszerne" :-) i te jem.....jednak moi współtowarzysze którzy troszke później siadają do stołu podbuntowani przez moja ukochaną Agnieszkę tak skutecznie kręcą nosami że........ Na stole lądują sosy knorra, kus kus z naszych żelaznych zapasów oraz kabanosy i...pasztet Krakusa.....ech globtrotterzy..... ;-). Oprócz tego pochłaniamy wszystkie pomidory, ogórki, paprykę i cały shoti. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz