poniedziałek, 3 listopada 2014

Sandomierz

Dziś mam klienta w Solcu n. Wisłą. Grzechem byłoby pominięcie odległego o ok 60 km Sandomierza. Tym razem jadę trasą przez Warkę, aby ominąć zamkniętą drogę na odcinku Mniszew - Kozienice. Po drodze zgarniam ponownie Beatę. Pogoda nam dopisuje ma być 18c. Do klienta docieramy z godzinnym wyprzedzeniem i jak się okazuje bardzo dobrze. Przygotował on bowiem dla mnie dodatkowe prace i montaż zamiast trwać 2,5 h trwał 4,5 h. Ok 12 docieramy do miasta które według legendy od zniszczenia podczas II Wojny Światowej ocalił Rosyjski Pułkownik.


Nie mam planu, jednak Beata jest przygotowana choć w ogóle. Na stare miasto wchodzimy przez Bramę Opatowską, jedyna ocalałą z systemu murów obronnych. Na początek snujemy się przez rynek nie bardzo wiedząc w którą stronę się udać. Robię kilka fotek ratusza, studni i nachylonego rynku. Kierujemy się w dół w kierunku zamku . Po drodze jesteśmy nagabywań przez panią z Katedry, która namawia nas na zwiedzenie podziemi (jedna izba), pokazuje nam dzwon i robi fotkę na schodkach. Informując nas przy okazji że z reguły fotografują sie tu młode pary. Brukowaną ulica schodzimy w dół i wchodzimy na dziedziniec zamku.


Wygląda imponująco pomimo faktu że stoi tylko jedno z 4 skrzydeł. Pozostałem trzy zostały wysadzone przez wycofujących się Szwedów w 1565 roku, była to zasadzka na niespodziewające się niczego Wojska Polskie wkraczające na jego teren. Historia warowni, zamku obronnego i w końcu rezydencji renesansowej sięga X wieku. Wtedy była to stolica księstwa dzielnicowego. Potem w XIV wieku Kazimierz wielki na miejscu drewnianego grodu wybudował murowany zamek obronny. Dzisiejszy wygląd zawdzięcza on Benedyktowi "Sandomierzaninowi" i rzeźbiarzowi Santi Gucciemu.
W środku na pietrze króluje sztuka współczesna z pasiastym krzemieniem na czele,





na parterze wystawa etnograficzna.








Po wyjściu z zamku i krótkiej analizie mapki skręcamy w lewo. Idziemy niewielkim deptakiem w kierunku Wisły by potem skręcić w prawo do Wąwozu Królowej Jadwigi rozdzielającego wzgórza Świętojakubskie i Świętopawelskie. Początkowo nie robi on na mnie zbyt wielkiego wrażenia jednak po ok 100 metrach. Jego strome zbocza - miejscami osiągające nawet 10 m wysokości -  porośnięte są bujną roślinnością. Wąwóz jest objęty ochroną, znajduje się tu 12 pomników przyrody ożywionej. Należą do nich: jesion wyniosły, klon pospolity, dąb szypułkowy, lipa drobnolistna oraz wisienka karłowata.
Przyrodniczy zabytek powstał ze skały lessowej w wyniku erozji wodnej, która trwa do dnia dzisiejszego. Woda wypłukuje wąwóz, powodując ciągłe jego pogłębianie. Konary drzew, które łączą się ze sobą dają wrażenie zamkniętego tunelu.




Z miejscem tym wiąże się legenda opisująca jakoby to Królowa Jadwiga często tędy chadzała do pobliskiego kościoła św. Jakuba. Inna legenda opisuje że kiedyś utknęły tu sanie z królową. Co z kolei zobaczyli wieśniacy i gdy dowiedzieli sie kto jest pasażerem wyniesli ja na rękach. Królowa Jadwiga chcąc okazać wdzięczność spytała ich jak może się odwdzięczyć. Królowa, która wcześniej już słyszała o tym niegodziwcu obiecała wieśniakom, że odkupi od niego wioskę, a na potwierdzenie tych słów zdjęła z rąk rękawiczki z białej skórki i wręczyła je sołtysowi. Jadwiga dotrzymała słowa, wykupiła od nieludzkiego pana wieś, która od tamtej pory przyjęła nazwę Świątniki.
Niedaleko wąwozu przebiega również Małopolska Droga świętego Jakuba – odcinek średniowiecznego szlaku pielgrzymkowego prowadzącego do grobu świętego Jakuba Apostoła w Santiago de Compostela w Hiszpanii.
Po przejściu wąwozu wracamy na rynek, szukamy wejścia do podziemnego miasta. Mamy fart, jest zbierana ostatnia grupa, jeśli za 30 minut zbierze sie komplet (ok 10-15 osób). Jest komplet.
Przy wejściu do podziemi na ścianie widoczny jest fresk, przedstawia on Halinę Krempiankę, córkę zamordowanego przez Tatarów sandomierskiego kasztelana Jana z Krempy. Jak głosi legenda dziewczę to chcąc pomścić śmierć ojca, udała się do wodza tatarów i opowiadając mu o krzywdach, jakich ponoć doznała ze strony mieszkańców Sandomierza. Zaproponowała, że pokaże im podziemna drogę do miasta. Kiedy ci - łaknąc łatwego łupu - weszli za nią do podziemi, obrońcy miasta zasypali wejście. Dzielna Halina zginęła, ale miasto zostało ocalone. 
Podziemna trasa powstała w wyniku wieloletnich prac Sandomierskich kupców i prac zabezpieczających kierowanych przez pracowników naukowych z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Ponieważ Sandomierz był bogatym miastem z licznymi przywilejami królewskimi, to jego mieszkańcy a w szczególności kupcy byli bardzo zasobni. Ponieważ handel wymagał pojemnych magazynów kopali je oni pod swoimi domami. W ten sposób powstały kilku poziomowe piwnice sięgające nawet 12m metrów poniżej gruntu!!!
W 1967 roku rozpoczęto program mający na celu ratowanie osuwających się zabytków. W wyniku prac zabezpieczających powstała podziemna trasa turystyczna o długości prawie pół kilometra.


Zwiedzanie kończymy po zmroku, nie chce na się już szukać paszodajni na terenie Sandomierza. Za moją sugestią (namową) zatrzymamy się w Saganku w okolicach Lipska. Moje wspomnienia nie kłamią, posiłek jest jak zwykle wyśmienity. To już koniec wycieczki,. Po kolejnym 2h docieram do domu i lulu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz