czwartek, 27 lutego 2014

Zlot eNGieTu dzień 2

Tekst ten powstał w dniu 01-05-2015, trochę późno, ale lepiej późno niż wcale :)


Cała noc słyszymy akcje poszukiwawczą trójki turystów którzy się zgubili w tej okolicy, ok. 3 rano wszystko ucicha odnaleziono ich całych i zdrowych. Po nocy "przespanej na jachtowej koi" (moje wyrko odchyla się w każdą stronę po ok. 10cm), waląc sie kolejny raz o przeklęta pułeczkę, wstaję około 6, Wszyscy jeszcze smacznie kimają po wczorajszych ekscesach. Idę się umyć, w zimnej wodzie. Poznaję kilku futrzastych tubylców, jeden z nich zwalnia dla mnie fotel, można poczytać.


Pozostali mieszkańcy powoli budzą się do życia, o 8 śniadanie i małymi grupkami wyruszamy w góry. Pogoda taka sobie, brak szans na widoki. Kierunek Rawka i być może Kremenaros. Idziemy we troje Agnieszka, Ewa i mua. Na małą Rawkę prowadzi dość strome podejście, jest jednak bardzo krótkie i już po chwili doganiamy Bleysa i Edytę, a właściwie to oni na nas czekają.


Powolutku człapiemy w górę, Aga troszkę klnie pod nosem, marudzi coś że nigdy więcej gór, tylko morze i takie tam.......
Na Rawce zonk, tak jak się spodziewałem brak widoków, zima w pełni. Spotykamy wracających Warrada z Moniką. Ostrzegają nas o bardzo silnym wietrze na odcinku pomiędzy Rawkami. podobno jest tak silny że przewraca ludzi. Radek ponadto narzeka na swoje letnie spodnie, puszczają wiatr jak gaza.


 Tym bardziej jesteśmy zadowoleni z naszej odzieży, a ja szczególnie ze swoich nowych spodni Quechua warm. Sprawdzają się znakomicie. Cóż zobaczymy, to dopiero początek wycieczki, jeszcze nie wiem jaką decyzje podejmie reszta grupy, ja na pewno nie mam zamiaru wracać. I tu zaskoczenie, wszyscy idą dalej, Najmilej zaskakuje mnie Agnieszka która się wręcz uśmiecha. Ech, kto zrozumie kobietę. Po drodze cały czas towarzyszy nam silny wiatr, widoczność to kilkanaście metrów, kilka razy gubię szlak, a Agnieszka idąca za mną gubi mnie. Czyli jest przygoda, jest fun, po to są góry. Jest też niebezpiecznie, Warunki sa fatalne, Bleys ze względu na kontuzję zawraca razem z Edytą. My kierujemy się zielonym szlakiem w dół w kierunku Ustrzyk Górnych. Schodzimy po zawietrznej stronie, Wiatr wściekle wieje nad naszymi głowami, ale do nas juz nie dociera, Widoczność wzrasta do kilkuset metrów. I mogłoby być pięknie i lajtowo.........gdyby nie śnieg o głębokości ok 80 cm w który się zapadamy.
Czyli przygody ciąg dalszy. mozolnie schodzimy ze szczytu, na szczęście zaspy kończą sie mniej więcej w połowie buczyny. Ze śladów wnioskuje że przez ten śnieg brnęły przed nami tylko dwie osoby. Nie wiem jak Ewa, ale Aga chyba błogosławi wmuszone jej przeze mnie stuptuty, a ja z kolei haczyk na nogawce w moich nowych gatkach. Dzięki niemu spodnie nie podjeżdżają mi do góry i nie mam w nich śniegu. Zatrzymując sie jedynie na herbatkę w szałasie, gonimy uciekająca Ewę po ok 2h docieramy do szosy. Kierunek UG na michę. Osada wygląda na wymarła widzimy tylko otwarty spożywczak przy przystanku PKS i otwarta restaurację "Pod Caryńską". Wystrój całkiem przyjemny, menu tez zapowiada się obiecująco. Niestety po otrzymaniu zamówienia wielkie rozczarowanie. Mój Palcek po zbójnicku i Ewy placek po zbójnicku to dwa różne dania. Jej waży ok 250g mój...tak ze 100? Obydwa pływają w takiej ilości  tłuszczu jakiej nie zjadłem przez ostatni miesiąc. Aga jest w lepszej sytuacji zamówiła zupę i golonkę.....zupa letnia a golonka w środku to zmarzlina. Haha...ta knajpa to jakaś pomyłka, a dobre opinie to chyba sami kumotrzy zamieszczają!!


Zjadamy co się do tego nadaje i wracamy, po drodze mijamy parę którą pytaliśmy o drogę,  śmiejąc się opowiadamy im o naszym niefarcie......ich opinia jest taka jak nasza, podobno jedli coś czego nazwy nie zapamiętałem....co tez im nie smakowało. Jak na złość sklep w którym chcieliśmy coś zakupić już zamknięty. Liczymy więc na to co mamy w naszych zapasach......i jak się potem okaże....nie tylko to. Styguś dzięki za te wszystkie pyszności, nie wiem czy wiesz ale w tym dniu przerwałem dietę. :)

I kto u diabła upiekł ten pyszny chlebek?


Przed nami kilku kilometrowy marsz szosą, Humory dopisują, dziewczyny maja parcie na wokal.....dziękuje wam bardzo :).

Wokal Aga i Ewa, kamera jewrioszka, aplauz też jewrioszka

Zmrok zapada, asfalt nie jest fajny...łapiemy okazję .... i dobrze....zamęczylibyśmy się.
A w Bacówce wrze.....jak w ulu....nasz zlot zajął prawie całe schronisko, ci z poza naszego grona śpią na glebie.






Wieczorem impreza......opowieści dziwnej treści, w końcu mam okazje poznać kilka osób znanych mi tylko z forum.

Generalnie jest git :). Czeka nas jeszcze przeprowadzka, Ewa zostaje z PRS-em, jego kolega i koleżanką na parterze. My z Agą przenosimy się do piątki.

Nie wszystkich kojarzę, ale: Blatio, Leśna, Yatzek, Styguś, Sebastaian CK, Warrad, Monika Warradowa, Botx, Edyta, Doczu, ....miło was poznać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz