środa, 26 lutego 2014

Zlot eNGieTu

Nadszedł czas, czas na mały przerywnik od codzienności. Z Agą i dopiero co poznaną Ewą ruszamy na nasz pierwszy zlot NGT. Spotykamy sie w czersku na stacji paliw. I...miłe zaskoczenie, Ewa funduje nam luksusowy przejazd. Droga jak droga, oprócz tego że byliśmy kontrolowani 3 razy przez SG nic więcej się  nie wydarzyło. No bo co miało się wydarzyć, skoro jedziemy i "macamy się" , badamy i obwąchujemy, gadamy jak ciotki (mohery) przy herbatce? Bon Ton cała gębą, bułkę przez bibułkę itd, itp.



Na miejsce docieramy ok 24, parkujemy na parkingu, przed nami jeszcze 20 minut marszu, tak podaje przewodnik, jednak głęboki i częściowo  zbity śnieg utrudnia marsz. Co chwila ktoś z nas się zapada, co dziwne, niosąc dwa plecaki (jeden z trzech Ewy) zapadam się najmniej, moje "płetwy" czynią cuda. Poza tym idziemy na "czuja" Ewa gna do przodu napędzana 3 piwami. :) , co chwila słyszymy jej okrzyki.  Na szczęście po ok. 30 minutach docieramy do Bacówki pod Małą Rawką. I dobrze bo Aga już zaczęła marudzić. :)



Fot. Ewa Jadach

W progu wita nas PRS, rozdzielamy się na pokoje, Aga i Ewa zostają na parterze, a ja zostaje ulokowany w zbiorówce z chłopakami z eNGieTu. Niektóre facjaty widzę po raz pierwszy, poznaję w końcu Izę, Botixa, Sebastiana ck, Stygusia i wielu innych, znanych tylko z wpisów na forum, nie wszystkich zapamiętałem. Jest jedno kojo nad Botixem. Pod moim ciężarem skrzypi niemożebnie, zaniepokojony jestem ja, Iza i Botix, którego opuszcza cały animusz (na krótko). Wyrko a odchylenia od pionu ok 10 cm. Troszkę mędzimy i idziemy spać, o dziwo nikt w nocy nie jest mordowany i nie rzęzi. Gdyby nie półeczka o która wale głową przewracając się z boku na bok byłoby ok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz