czwartek, 28 stycznia 2016

Wyrypa na Diablak dzień 1


Czwartek

(dla informacji uczestników. Poniższy opis jest sugestywny i jako taki nie podlega korektom z zewnątrz :P )


Pomysł powstał po kilku luźnych rozmowach z fejsową koleżanka Ulą. Że może by gdzieś, kiedyś, z kimś itp., itd. Powolutku od zajawki w naszych umysłach doszło do utworzenia wydarzenia na FB pod szumnym i pewnie dla wielu niezrozumiałym tytułem „Wyrypa na Diablak”.



Zaprosiliśmy kilkoro znajomych, Oni tez zaprosili swoich.  Pomysł ku mojemu zaskoczeniu zaczął nabierać realnych kształtów. W sumie zaprosiliśmy ok 20-30 osób. Część nie raczyła odpisać, część nie mogła z różnych względów.

Powoli zaczął się krystalizować skład ekipy. Ostatecznie skład wyrypowiczów wyglądał tak: Ula, Dorota, Eda, Grażka, Piotr, Jarek i mua.  Skład o tyle przypadkowy że nigdy dotąd się nie spotkaliśmy (wyjątkami Była Ula i Jarek oraz, Ula i Dorota). Rezerwacja była zrobiona ok 30 dni przed planowanym wyjazdem, zadatek wpłaciłem ok 10 dni przed planowanym pobytem.

Na wydarzeniu wrzało, wszyscy byli podekscytowani, większość z nas znała się z FB, jak dla mnie zapowiadało się nieźle. Tylko jedna osoba budziła moje obawy jako lekki sztywniak. Nie będę teraz zdradzał kto, ponieważ chcę aby wszyscy zainteresowani przeczytali moje wypociny.
W każdym bądź razie wszyscy byli najarani na ten wyjazd jak poborowy na wieczorze kawalerskim. Eda i Dorota stworzyły iście diabelski duecik, Piotr i Grażka raczej tylko dopytywali o szczegóły, Jarek tylko czytał. Ula przyjęła rolę naszej Nemezis i Sofrozyny w jednym. Po wyciągnięciu sporego pierwiastka stosowaliśmy się do jej rad. Pytaniom i rozmowom nie było końca. W międzyczasie plan wyjazdu ewoluował. Okazało się że mój szrocik zaczyna fiksować, że jedna z uczestniczek prawdopodobnie nie pojedzie, więc nie pozostaje mi nic innego jak uśmiechnąć się do Doroty która jedzie dzień wcześniej.

W zamian za podwodę zaoferowałem wspólny nocleg  ( z wrodzonego sknerstwa) w stajni  (Golden Horses w Żarkach) mojej koleżanki z okolic Cżęstochowy. Całe szczęście że przyszło ocieplenie w pomieszczeniach socjalnych było tak samo zimno jak na dworze. Palenie w kozie pomagało na krótki czas, siekiera była tak tępa że żaden sąd nie uznałby jej za narzędzie zbrodni, gdyby Dorota chciała mnie zamordować w zemście za temperaturę w tych pomieszczeniach.

Specjalne podziękowania dla Dominiki za ciepłe przyjęcie.

Wszystkie zamieszczone tu zdjęcia należą do ich autorów, kopiowanie i powielanie bez ich pisemnej zgody jest niezgodne z prawem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz