niedziela, 31 stycznia 2016

Wyrypa na Diablak-Mała Babia-powrót-dzień 4

Niedziela.

Wstajemy ok 7. Kanapeczki, kawka. I co dalej? No jak to co ..cel Mała Babia. To co że mgła, że sypie, że wieje…tym razem idzie nas piątka. Dorota, Edyta, Ula, Jarek i mua. Prawie na samym początku Dorota zaczyn narzekać na zatoki i ból głowy, niema sensu by się męczyła. Postanawia wrócić, wraca sama to tylko 10 min. Zejścia. Prosimy tylko o sms-a że dotarła. Grzeczna dziewczynka, wysyła sms-a. J.

Od Brony Jarek idzie przodem, nie wyrywam się, niech się chłop pozapada w śniegu :P Krajobraz jest bajeczny, choć widać tylko na 50-100m. Lodowe firany na gałęziach o długości ok 2-3 cm stwarzają niesamowite wrażenie. Krótka i przyjemna wycieczka wieńcząca nasza mała wyrypę. 

Powrót mało profesjonalny, czas na zabawę. Uskuteczniamy dupozjazdy, Ula cos tam marudzi, ale różowy „nosorożec” ma to nosie, tak jak i dwóch chłopców po 40-tce. J

Ok 13 wychodzimy i schodzimy zielonym szlakiem. Jedynie Grażyna zjeżdża quadem, jej kolano wygląda poważnie. Korzysta więc z pomocy GOPR.  Puszczam wycieczkę przodem, pomimo tego że wziąłem leki przeciwzapalne nie chcę nadwyrężać kolan i sprawdzać ich wytrzymałość.

Czas się pożegnać i rozjechać w różne strony Polski. Było super.


Teraz pewnie co poniektórzy liczą że zdradzę swoja tajemnicę, a figa nie powiem. Wszyscy jesteście zajebiści i mam nadzieje to jeszcze z wami powtórzyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz