piątek, 29 stycznia 2016

Wyrypa na Diablak-spotkanie-dzień 2

Piatek

Obudziło mnie zimno i ciasnota mojego worka. Profilaktycznie zanim się obudziła wykonałem ruchy pozorowane i napaliłem resztkami tych desek które byłem w stanie połamać. Temperatura na ok godzinę skoczyła na tyle że para przestała wydobywać nam się z ust. To był ten moment by obudzić  Dorotę.

Po godzinie opuszczamy gościnę klucze oddając stajennemu. Mamy czas, zaglądamy po drodze do outletu Decathlonu w Katowicach który przestał być outletem.  Komunikujemy się z resztą ekipy. Jedni gonią nas z północy, inni pędzą z zachodu. Mamy przewagę, jedziemy na michę do Szczyrku. Wybieramy za moja sugestią Gospodę Polską. Jesteśmy jedynymi gośćmi, kelner podpływa od razu. Zamawiamy śniadanie, oczywiście swoim zwyczajem grymaszę. Że niema mleka, że chciałbym do jajecznicy pomidory z cebulką itp. I tu zaskoczenie…….dostaje te wszystkie rzeczy pomimo tego że  niema ich w karcie!!!! Pomimo tego że w jajecznicy była szynka konserwowa, że jajecznice można było kroić, mają u mnie plus za zaangażowanie.


Na nas już czas powoli jedziemy na miejsce spotkanie czyli na parking w Markowej Zawoi. Jesteśmy punktualnie, Piotr z Grażyną zbierają chmiel na papierosy J, przyjeżdżają po 30 minutach.
Ok. Jest nas komplet widzimy się pierwszy raz, jeszcze siusiu i ruszamy leśnym duktem w kierunku schroniska na Markowych Szczawinach. Grażyna jest kompletnie nie przygotowana do wyjścia w góry. Piotr ma nówki nieśmigane buciki, troszkę się boje czy nie złapie obcierek. Pożyjemy, zobaczymy. Brakuje nam plecaków, największe wątpliwości budzi pomarańczowa torba.
Pierwsza przygoda po ok 20 minutach na wysokości Pośredniego Boru. Nie wiem co Grażka łapała, ale uciekło. Skutek zbite obydwa kolana i brudne spodnie. Na nasze pytania odpowiada że wszystko ok.

Robię deal z Grażką, w zamian za zaszczyt niesienia pomarańczowej torby oddaje jej swoje kije. Nie wiem co w niej jest, podobno……na pewno mówili mi to na złość. W każdym bądź razie klnę pod nosem zrobiony interes i leze w górę. Dobrze że wcześniej założyliśmy raczki i nakładki, droga jest coraz bardziej oblodzona.

Tempo mamy niezłe, biorąc pod uwagę skład naszego zespołu czyli lekka Dorotę i kontuzjowaną Grażynę mamy też Piotra Wielkiego droga do schroniska zajmuje nam niecałe 2h zamiast deklarowanych 1,5 h.
Schronisko jak dla mnie ma bardzo wysoki standard, nasze studio też. Pokoje są czyste i ładne. 

Wybieramy pokój i schodzimy na dół do jadalni. Nie pamiętam co jedliśmy, ale to nie jest ich mocna strona no może z wyjątkiem kapuśniaku i naleśników.
W międzyczasie uświadamiamy sobie że Eda niema nakładek, a podejście jest śliskie. Deklaruję że jej je zniosę, jednak druga część ekipy podchodzi na Markowe bez raczków, naprawdę nie wiem jak to zrobili. Jak to zwykle bywa po rozpakowaniu się się następuje wieczorek zapoznawczy. Jest wesoło, banany nie schodzą nam z ust. Ustalamy pobudkę na 4 rano.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz