piątek, 8 kwietnia 2016

Krokusy Dzień 1

Dziś ruszamy na krokusy w Tatry. Ok 8:30 przyjeżdża Andrzej który razem z żoną ma się zająć moimi gamoniami podczas mojej nieobecności. Będziemy sprawdzać czy nie zjedzą opiekunów, co prawda już się poznali, ale lepiej się upewnić. Jest dobrze, poznały go i są najedzone. Razem z Dorotą ruszamy moją czerwoną strychniną w kierunku Polichna tam mamy spotkanie z Beatą. Samochodzik ma dolany olej, spodziewam się więc sporego dymienia z wydechu :), jedziemy wojewódzkimi drogami by nie wzbudzać sensacji. Dziewczynę znamy z FB, podobno góry nie są jej obce. Czeka już na nas w Zajeździe Górskim. Szybka kawka, śniadanko i ruszamy na dwa samochody. Moglibyśmy jednym , ale tak się złożyło że po weekendzie mam robotę w Wiśle. Pomykamy ze średnią prędkością 130 km/h.

Po kilku godzinach "meldujemy" się w Kościeliskiej. Beata wybiera duży nieogrodzony parking, my ze względu na narzędzia jakie mam w bagażniku parkujemy na parkingu jednego z zajazdów. Ceny te same 10 PLN za dobę. Generalnie stwierdzam że "górale" mają "problem z liczeniem". W ostatnim dniu wyciągnę inny wniosek.  Jest piątek ok 13-14, samochód ma stać do niedzieli do południa. recepcjonistce trudno zrozumieć że to dwie rozpoczęte doby i stara się mnie skasować na 25 zyli. Nie dałem się. Proponuje nam nocleg, zgodnie z prawdą odpowiadamy że nocujemy na hali Ornak co wzbudza rozbawienie i zdziwienie. Wypytujemy o co chodzi, w odpowiedzi słyszymy.."przecież tam nic niema" :P ...i o to chodzi :). Nie tłumaczymy tego, ta pani i tak tego nie zrozumie.


Ponieważ jest południe, pora obiadowa swoje kroki kierujemy w kierunku restauracji "Harnaś" będziemy tam dwa razy....pierwszy i ostatni raz. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem, toaleta dla gości płatna 2 PLN. Za te dwa zeta jest atrakcja, siadając na sedesie trzyma się nos w pisuarze.
Jedzenie.....każdy z nas zamówił cos innego moje i Doroty głównie słone, poza tym kelnerka chyba nie bardzo słucha zamówień. Pomimo tego że prosiłem bez zieleniny

dostałem na talerzu łąkę. mięso podobno było zjadliwe, cóż sądzę że Beata była po prostu głodna :) Nie daliśmy napiwku i napisaliśmy na ich profilu co o tym myślimy.

 Pogoda nie jest fajna, cały czas siąpi, gór nie widać, ale co tam jutro ruszymy na poszukiwanie
krokusów. A na razie drepczemy w kierunku schroniska na Hali Ornak. Pomimo tego że idziemy duktem ludzi mało, cóż piątek. Jutro pewnie się zacznie. Schronisko robi przyjemne wrażenie. Meldujemy się zajmujemy koje i schodzimy na herbatkę. Jest drogo, drożej niż np. na Markowych Szczawinach choć bardziej klimatycznie. Niska drewniana powała, ciemno malowane drewno itp. Ciepła woda od 16 do 21, kuchnia od 8 do 19:30. Gry i książki zamknięte na kłódkę, ty chyba z powodu dużej ilości klapkowiczów tu docierających, w każdym razie nie spotkałem się z tym w schroniskach położonych w mniej popularnych miejscach. A może nie zwróciłem na to uwagi.





Jeszcze tylko dwie partyjki w sylabową odmianę domina i powoli idziemy spać.

A, byłbym zapomniał w końcu udało się pokonać Dorotę w grę logiczną :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz